"Rodzeństwo" w reż. Krystiana Lupy w Narodowym Starym Teatrze w Krakowi. Pisze Maciej Stroiński w Przeglądzie
Na tę imprezę czekamy od roku. Mają być dwie bezrobotne aktorki z nienormalnym bratem, ma być stół z szarym obrusem i ma się nic nie dziać. To ktoś przyjdzie? Przyjdą fani Krystiana Lupy, reżysera słusznie kultowego, plus kandydaci na fanów. Przedstawienie ma tytuł "Rodzeństwo" i jest legendarne choćby dlatego, że idzie od osiemnastu lat. To ten klasyczny Lupa: jego ukochany pisarz, ukochana scena i ukochani aktorzy. Tekst jest nudny (lekarze, jedzenie, życie na poziomie i takie tam evergreeny postaustro-węgierskiej burżuazji), a ścieżka dźwiękowa to głównie cisza, czasem brzdęki naczyń i czasem Beethoven. Wszyscy ubrani, raczej nie krzyczą. Niby nic, a można się pochorować z wrażenia. Wnętrze przytulne a podejrzane (Lupa-dizajner!), czegoś się nam tu nie mówi. Pitu-pitu, do kuchni wlatuje ptak, a my znamy przesąd i czujemy ciarki. Postaci są, jak wspomniałem, na bezrobociu, ale z wyboru, więc głodni nie chodzą. Ich życie miłosne i zawodowe