19.02.2008 Wersja do druku

Porno-przedmiot, porno-podmiot

Reżyser wrzucił aktorów w tandetę motelowego pokoiku, kazał im komunikować się prostym, komediowym, grubymi nićmi szytym językiem, odnaleźć się w niekończącym się ciągu komediowych zagrywek, a dla dodatkowego spotęgowania komizmu, wpisał spektakl w jawnie kiczowatą oprawę muzyczną - o spektaklu "Loretta" w reż. Roberta Glińskiego w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Jan Czapliński z Nowej Siły Krytycznej.

Po wzniosłych i poważnych "Czarownicach z Salem" (pierwszej premierze sezonu), w Teatrze Powszechnym można obejrzeć komedię - jednak "Loretta" George'a F. Walkera w reżyserii Roberta Glińskiego, mimo swojej lekkości, wydaje się, paradoksalnie, sztuką lepiej przemyślaną, stawiającą ważniejsze pytania, a jej komediowość, koniec końców, nie jest wcale taka oczywista. Bo komediowością nie bawi właściwie również cały "Suburban Motel" (cykl sześciu sztuk, których akcja dzieje w pokoju podmiejskiego motelu; jedną z nich jest "Loretta") - zbiór opowiadający o ludziach wyrzucanych poza nawias normy, podporządkowujących własne działania i emocje chęci wydostania się z ubóstwa. To materialne okazuje się możliwe do porzucenia kosztem moralnego - choć może u Walkera to drugie jest tak naprawdę przez pierwsze determinowane. Reżyser "Loretty" zdaje się łapać widza w klasyczną pułapkę - pokrywa całość prostym, czasem prostackim, śmiechem tak dokła

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Jan Czapliński

Data:

19.02.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe