02.04.2012 Wersja do druku

Pomarańcze

Wielu widzów czeka z wytęsknieniem na Warszawskie Spotkania Teatralne, tak jak kiedyś czekało się na pomarańcze. Ale tym razem były ważniejsze sprawy. I publiczność to doskonale rozumiała. Wbrew temu, co twierdzą urzędnicy, widzowie nie zostali wciągnięci w konflikt "wbrew własnej woli" - pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej.

Kiedy w sierpniu 1980 roku zastrajkowała Stocznia Gdańska, a z nią także gdański port, jednym z obrazów mających przekonać społeczeństwo co do szkodliwości protestu były pokazywane na okrągło w telewizji zdjęcia statków z cytrusami, które czekały na rozładunek. Spikerka niemal z płaczem komentowała, że wichrzyciele podszywający się pod robotników chcą Polakom zakłócić nadchodzące święta i dlatego blokują statki. Prasa pełna była wtedy listów od czytelników zaniepokojonych, czy banany i pomarańcze dotrą do sklepów na czas. Muszę przyznać, że podzielałem wtedy ten niepokój. Jako dziecko przepadałem za pomarańczami i wizja świąt bez tych wspaniałych owoców napawała mnie głębokim smutkiem. W tamtych czasach cytrusy rzucali do sklepów tylko parę razy w roku, czekało się na ten moment z niecierpliwością. Na szczęście rodzice szybko mi wyjaśnili, że są ważniejsze sprawy. Na Boże Narodzenie pomarańcz rzeczywiście nie dowie

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pomarańcze

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza online

Autor:

Roman Pawłowski

Data:

02.04.2012

Tematy w toku