30.08.2019 Wersja do druku

Polsko, aż wesoło

Wiedźmin Geralt z Rivii, postać stworzona przez Andrzeja Sapkowskiego, wszedł na stałe do klasyki polskiej literatury fantasy. Stał się także ikoną popkultury rozpoznawaną na całym świecie, jest marką, ambasadorem Polski. Czy żyjąc tu i teraz znalazłby miejsce dla siebie? Z kim by walczył? Próby napisania opowieści o wiedźminie dziś podjął się Teatr Nowy Proxima w Krakowie, reżyser Piotr Sieklucki nasycił ją narodową mitomanią - o przedstawieniu "Wiedzmin. Turbolechita" pisze Paweł Kluszczyński z Nowej Siły Krytycznej.

Scenariusz jest debiutem teatralnym Ziemowita Szczerka, którego znamy jako dziennikarza i autora książek "Przyjdzie Mordor i nas zje, czyli tajna historia Słowian", czy "Siódemki", adaptowanych także dla teatru. Otrzymaliśmy błyskotliwy, pełen sarkazmu i aluzji do rzeczywistości tekst, w którym Szczerek czerpie z Sapkowskiego, J.R.R. Tolkiena, czy George R.R. Martina. W "Wiedźminie. Turbolechicie" są momenty, kiedy akcja spowalnia, ale zabawa konwencją, jaką zaproponował dramaturg wynagradza wszelkie niedoskonałości. Bohaterski Wiedźmin poszukuje miejsca dla mitycznej Lechii w Śródziemiu, świecie z "Gry o tron" i jednocześnie tu, w Europie. Za Mordor obrał sobie Rosję, a kraj gdzie rządzą krasnoludy to Niemcy. Spektakl jest pomieszaniem gatunków - satyry, komedii, kabaretu - zabawnym tworem, w gruncie rzeczy ciężkim do oceny. Niczym Polacy. Z jednej strony odcinamy się grubą kreską od Wschodu, który marginalizujemy, choć jednocześnie nazywamy się d

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Paweł Kluszczyński

Data:

30.08.2019

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe