Coraz więcej polskich teatrów zamienia się w "muzea historii miasta". Na pożywce wysiedleń, wypędzeń, wywłaszczeń powstają kolejne sztuki rejestrujące wspomnienia mieszkańców. Sztuki, z których nic nie wynika - pisze Joanna Derkaczew w Gazecie Wyborczej.
Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego Bogdan Zdrojewski poinformował ostatnio o ciekawym paradoksie. Wśród nowych inicjatyw twórców zgłaszających się do niego z wnioskiem o współfinansowanie druzgocąca okazuje się przewaga inicjatyw muzealnych. Muzeum Ziem Zachodnich, Muzeum Historii Polski, Muzeum Westerplatte, PRL, Żydów, Socrealizmu, Solidarności. Sztuka współczesna ledwie pełga. Brak pomysłu na pokazywanie historii przy jednoczesnym pędzie do jej instytucjonalnego konserwowania staje się plagą polskiej kultury. Skąd ten trend "upamiętniać, zamiast tworzyć"? Minister odziedziczył go po poprzednim rządzie, który najbardziej entuzjastycznie przyjmował projekty rekonstrukcji bitew czy sale pamięci. Czy podobny proces umuzealnienia zaczyna się w teatrze? Dlaczego w ostatnich miesiącach tak często powstają sztuki o wypędzonych, przesiedlonych, wystawionych na ciosy kolejnych reżimów? Historie miast, historie stosunków polsko-niemieckich, polsko-