- Fascynują mnie przemiany obyczajowe. To mniej dotyczy XVIII-wiecznej Francji, a bardziej tego, co się zdarzyło w XX wieku. To, że nasze życie osobiste i nasza codzienność wyglądają inaczej niż życie naszych dziadków, jest gigantyczną wewnętrzną rewolucją, bez użycia karabinów - mówi reżyser JAN KLATA po premierze "Sprawy Dantona".
Katarzyna Kamińska: "Sprawa Dantona" [na zdjęciu] to tekst o Polsce po 1989 roku? Jan Klata: To tekst, który otwiera każdą rzeczywistość. Gdybyśmy byli w Chile, to pewnie znaleźlibyśmy tamtejsze odniesienia. Ten tekst zawiera w sobie dwa sposoby patrzenia na życie społeczne. Jeden jest być może mądry i racjonalny, ale niezwykle cyniczny. Drugi - idealistyczny i piękny, ale kończy się terrorem. Takie drogi obierają Danton i Robespierre. To model, który możemy przyłożyć do jakiegokolwiek społeczeństwa, w którym odbywają się intensywne przemiany. "Sprawa Dantona" opowiada o tym, co zostało z rewolucji w momencie, gdy od tej rewolucji upłynęło kilka lat i widzi się, że nie ma ona końca. Chciałoby się na czymś poprzestać, ale jej mechanika jest taka, że ciągle trzeba coś zmieniać. Danton chce się zadowolić tym co jest, a Robespierre nie - z tego wynika konflikt. Czemu ten konflikt jest dla nas ważny? - My po 1989 roku przeżywamy tu