01.11.2006 Wersja do druku

Półkownik Mrożek

Teatry polskie lubują się w klasyce zachodniej i świeżych sztukach krajowych. Do lamusa odeszła niemal cała dramaturgia epoki PRL. Na młodych reżyserach nie robią wrażenia nawet utwory żyjących klasyków, Mrożka i Różewicza. Są jednak wyjątki - pisze Aneta Kyzioł w Polityce.

Wydawać by się mogło, że na ponowną, nie obciążoną stereotypami lekturę zasługują dziś nie tylko Sławomir Mrożek i Tadeusz Różewicz, ale także dramaty innych autorów, jak choćby Stanisława Grochowiaka, Ireneusza Iredyńskiego, Tymoteusza Karpowicza czy Helmuta Kajzara. Starsi reżyserzy nie chcą wracać do przeszłości, młodzi zaś wolą autorów bardziej uniwersalnych albo wystawiają dramaty swoich kolegów. PRL jest gdzieś w połowie drogi: za blisko, żeby uwspółcześniać, za daleko, żeby wystawiać realistycznie. Atlantyda PRL. Maciej Nowak, szef Instytutu Teatralnego, przyznaje, że przez sześć lat dyrektorowania w Teatrze Wybrzeże wielokrotnie proponował młodym reżyserom wystawienie sztuk Mrożka, bez rezultatu: - Prosiłem, żeby przeczytać "Pieszo", "Policję", ale to nie miało dla nich wdzięku. Szukają tekstów, które wyrażą ich dynamikę, ich sposób widzenia świata. Mrożek to nie tylko zwarta, żelazna struktura, ale też myśl wyr

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Półkownik Mrożek

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 44/4.11.

Autor:

Aneta Kyzioł

Data:

01.11.2006