29.04.2008 Wersja do druku

Polityczna poprawność

Reżyser nie panuje nad wątkami dramatu i w efekcie nie do końca wiadomo, co dla niego jest najważniejszym problemem. Bo odpowiedź, że wszystko, zazwyczaj prowadzi do wniosku, że nic - o spektaklu "Kupiec Wenecki" w reż. Gabriela Gietzky'ego we Wrocławskim Teatrze Współczesnym pisze Marta Bryś z Nowej Siły Krytycznej.

Gabriel Gietzky bezsilnie rozłożył ręce, próbując rozwikłać skomplikowane relacje w "Kupcu weneckim". Z jego spektaklu wynika jedynie, że ci Żydzi nie tacy źli, a zdegenerowane społeczeństwo homoseksualistów wydaje niesprawiedliwe wyroki w imię prawa. Tym samym wpada w pułapkę stereotypów, zastawioną przez Shakespeare'a - zamiast artystycznej prowokacji, dostaliśmy politycznie poprawną inscenizację. Wiszące na scenie zasłony tworzą wrażenie kolumnady, zamykającej w półkolu wszystkie miejsca akcji. Dom Shylocka sygnalizuje krzesło, dom Antonia wanna, a dom Porcji zaaranżowany jest przez światło na proscenium. Niekiedy trudno odnaleźć się w kolejnych przestrzeniach, szczególnie, gdy są to m.in. ulice Wenecji. Główny wątek sporu Shylocka (Bolesław Abart) z Antoniem (Jerzy Senator) nie stanowi osi zdarzeń spektaklu. Gietzky nie akcentuje żadnego problemu, nie portretuje Shylocka, jakby z obawy przed posądzeniem o uprzedzenia. Szkoda, bo dosta

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Nowa Siła Krytyczna

Autor:

Marta Bryś

Data:

29.04.2008

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe