"Skarpetki, opus 124" w reż. Macieja Englerta w Teatrze Współczesnym w Warszawie. Pisze Tomasz Mościcki w Dzienniku Gazecie Prawnej - dodatku Kultura.
Fronczewski i Pszoniak grają aktorów, którzy przegrali życie. Sława minęła, odeszły pieniądze. To opowieść o dwojgu ludzi, którzy desperacko starają się zachować nadzieję mimo niesprzyjających okoliczności. Spotkali się, żeby przygotować przedstawienie. Stawka - najwyższa: powrót na scenę po złym czasie. Verdier Piotra Fronczewskiego ucieka od nieudanego życia rodzinnego, związków, które się rozpadają, dzieci, które nie chcą znać ojca. Wreszcie od kłopotów z akceptacją samego siebie. To on wymyślił to przedstawienie z tekstami Verlaine'a, Rimbauda. I jako reżyser stara się zapanować nad partnerem. Fronczewski jest stanowczy, skrywa emocje pod osłoną spokojnie, ale dobitnie wypowiadanych kwestii, bez nadużywania głosu. Nawet kiedy walka, którą toczy ze scenicznym partnerem, osiąga apogeum. Kryje się w tym rozpaczliwa determinacja, walka o każdy sceniczny pomysł torpedowany przez partnera. To wszystko jest obroną siebie przed sob�