EN
13.04.2022, 15:08 Wersja do druku

Po wszystkim Panicz poprosił, bym starła kurze

„Mrowisko: z życia dobrej służącej” Jolanty Janiczak w reż.  Wiktora Rubina w Teatrze im. Fredry w Gnieźnie. Pisze Katarzyna Lemańska, członkini 28. Ogólnopolskiego Konkursu na Wystawienie Polskiej Sztuki Współczesnej.

fot. Dawid Stube / mat. teatru

Kręte korytarze bez okien ukryte za pokojami, ciasne schodki idące ostro w dół, niskie piwniczne pomieszczenia, służbowe oficyny, fikuśne czepki pokojówek, lokaje w galowych liberiach – w Zamku Książ za czasów księżnej Daisy było sześćset osób służby, o której powstała nawet wystawa fotograficzna. Na zdjęciach z początku XX wieku pozują eleganccy, przyczesani na gładko mężczyźni i roześmiane kobiety w białych fartuszkach. Wydają się zadowoleni, chociaż wielki zamek wymagał na pewno sporego nakładu ich pracy. Na podstawie tych upozowanych zdjęć można by miło pofantazjować na temat życia służących. Nie wyglądają na polskie „białe niewolnice”, które przejmująco opisuje Joanna Kuciel-Frydryszak w Służących do wszystkiego. Bohaterki opisane w książce są zawsze w gotowości, by sprzątać, froterować podłogi, robić zakupy, usługiwać, ocierać łzy, przytulać dzieci, dokładać do kominka, a w wychodne pójść do karczmy lub odwiedzić swoje nieślubne dziecko. To reprezentantki najniższej warstwy społecznej, podtrzymujące hierarchiczny system społeczno-gospodarczy.

Podejrzewam, że Jolanta Janiczak musiała mieć w ręku książkę Kuciel-Frydryszak, kiedy pisała dramat Mrowisko: z życia dobrej służącej. A może przeczytała rozdział Brzydź się grzechem jak wężem, w którym mowa, że młode i ładne służące były narażone na wykorzystywanie seksualne przez pracodawców (można powiedzieć, że ten obowiązek był wpisany w ich zawód). W spektaklu zrealizowanym w Teatrze Fredry w Gnieźnie reżyser Wiktor Rubin przytacza fragment ze Służących do wszystkiego: „Gdy Iza Moszczeńska, publicystka i feministka, pyta w 1903 roku studentów Politechniki Warszawskiej o ich praktyki seksualne, okazuje się, że chłopcy najczęściej doświadczali inicjacji seksualnej ze służącymi. Większość rozpoczęła życie seksualne między piętnastym a dziewiętnastym rokiem życia. Duża część twierdziła, że «za namową kolegi ze służącą», inni, że «w warunkach pospolitych, ze służącą moich rodziców». Kilku wspomniało o oporze służących, ale niektórzy pisali, że «Nie dała się długo prosić» (Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018, s. 260).

Cytat pojawia się na tylnej ścianie sceny niczym źródło „uwiarygadniające” opowieść napisaną przez Jolantę Janiczak. Dramatopisarka zainspirowała się prawdziwą historią służącej z Wielkopolski opublikowaną w przedwojennej gazecie. Zderzając ze sobą tematy dzieciobójstwa i aborcji, autorce udało się przedstawić przejmujący portret zbiorowy służących z perspektywy nadużyć seksualnych usankcjonowanych przez społeczeństwo. Jednocześnie Janiczak odsłania hipokryzję dysfunkcyjnego systemu, który nie tylko nie stworzył wsparcia socjalnego i zdrowotnego dla ofiar przemocy seksualnej i ich dzieci, ale sprowadził pracę tych kobiet do wymiaru „białego niewolnictwa”. Samotne matki, często na służbie zapłodnione w wyniku gwałtu, nie mogły zostać z niemowlętami w domu państwa, musiały oddawać gdzieś dzieci na wychowanie lub wracać z nimi do rodzinnego domu, zazwyczaj do wsi, z której wcześniej tak usilnie starły się wyrwać. Dlatego zdesperowane kobiety tak często decydowały się na aborcję. Zdarzały się też morderstwa na noworodkach. Spektakl rozpoczyna się od odczytania przez Śledczego (Michał Karczewski) spisu nazwisk matkobójczyń z okolic Gniezna z lat 1934–1935. Ubrany w koszulkę polo i skórzane czarne spodnie aktor pełni w przedstawieniu rolę narratora. Kiedy odczytuje policyjne statystyki, na scenę pojedynczo wchodzą statystki w strojach służących: czarnych prostych sukienkach oraz białych fartuszkach i przepaskach na włosach. Każda rzuca na podłogę grudkę ziemi.

fot. Dawid Stube / mat. teatru

Najgłośniejsze matkobójstwo z tamtych lat dotyczyło Zofii Stefaniak spod Kórnika (gościnnie Karolina Staniec). Kobieta zostawiła dziecko w lesie na wielkim mrowisku. Mieszkańcy dopiero kilka miesięcy później znaleźli nadgryzione przez owady zwłoki. W prasie pisano o „diable spod Kórnika. Janiczak stworzyła studium przyszłej morderczyni – podczas przesłuchania przez Śledczego Zosia opowiada o ponad dziewięciu miesiącach z życia służącej. Staniek odgrywa prostolinijną dziewczynę ze wsi, która za wszelką cenę nie chce wrócić na rolę. Gwałcona codziennie przez Panicza uważa tę czynności za kolejny przykry obowiązek („po wszystkim Panicz poprosił, bym starła kurze”). Tym różni się od innych służących, reprezentowanych przez Kucharkę Wojciechową, że dostrzega bezsensowność swojego życia. Jednocześnie jest w tej postaci wielka determinacja przetrwania. Dlatego gdy Zosia orientuje się, że jest w ciąży, nie staje przed żadnym dylematem. Szczerze opowiada o sposobach na spędzenie płodu. Gdy domowe środki aborcyjne nie pomagają, Zosia decyduje się na zabieg przerwania ciąży, który amatorsko przeprowadza Panienka Anulka (Kamila Banasiak). Dla Anulki to forma rozrywki – przeczytała instrukcję przedrukowaną w lokalnej gazecie. Zosia, leżąca z rozchylonymi nogami i z rozdzierającym bólem na twarzy, wywołuje pełne współczucia reakcje. To bardzo realistyczna, mistrzowsko zagrana przez aktorkę scena.

Scenografia Wiktora Rubina i Łukasza Surowca jest bardzo prosta – nad prawie pustą sceną wisi wielkie mrowisko z gałązek i ściółki. Sprawia to wrażenie, że aktorzy-robotnice znajdują się we wnętrzu tego kopca. Realistyczne kostiumy Zofii i chóru służących są skontrastowane z wymyślnymi strojami Wielmożnych Państwa. Wielmożna Pani (Joanna Żurawska) ma włosy hydry, Panienka Anulka nosi buty narciarskie, Panicz Ludwiczek (Pola Dębkowska) chodzi w kobiecej bieliźnie ze spuszczonymi do kolan spodniami. Z kolei dwulicowa Kucharka Wojciechowa (Martyna Rozwadowska) obwieszona jest świętymi medalikami i dewocjonaliami. Całość zaprojektowała Marta Szypulska.

fot. Dawid Stube / mat. teatru

Chór służących tworzą pracownice administracyjne teatru i mieszkanki Gniezna. Agnieszka Borkowska, Karolina Jasnowska-Matys, Lucyna Kaszyńska, Jolanta Skawina, Iza Stamm, Stefania Wojciak wychodzą na scenę i przejmująco wykonują a capella piosenkę Panna Andzia ma wychodne napisaną przez Władysława Szlengla. To mocny moment, kiedy gnieźnianki przywracają pamięć o kobietach pominiętych, nie tylko przez społeczeństwo, w którym żyły, ale także w historycznych archiwach i w wytworach kultury. Na ostatniej stronie książki Służące do wszystkiego autorka pisze: „Dedykuję ją nie tylko pamięci służących, lecz także tym, którzy wystrzegają się cynicznej wiary w to, że świata nie da się zmienić” (s. 396). Janiczak i Rubin nie są tak optymistyczni. W zakończeniu spektaklu Śledczy w samej pieluszce kładzie się na wysokim mrowisku, które wcześniej wisiało nad sceną. W mocnym monologu porównuje służące do mrówczych młodych matek przymuszanych przez silniejsze robotnice do pracy w zamknięciu. I pyta: „Kto jednak ustala liczbę tych przeznaczonych na zatrzymanie samiczek, kto decyduje tu o potrzebach Rzeczypospolitej?”.

Jolanta Janiczak MROWISKO: Z ŻYCIA DOBREJ SŁUŻĄCEJ. Reżyseria: Wiktor Rubin, dramaturgia: Jolanta Janiczak, scenografia: Wiktor Rubin, Łukasz Surowiec, kostiumy: Marta Szypulska, muzyka: Krzysztof Kaliski, światła: Jacqueline Sobiszewski, wideo: Dominik Stanisławski. Prapremiera w Teatrze Fredry w Gnieźnie 26 lutego 2022.

Źródło:

Materiał własny

Wątki tematyczne