11.12.2015 Wersja do druku

Po prostu któregoś dnia tu przyjechałem

- Jestem zachwycony, że mówią o nas: "O, nasz Wertep przyjechał". Tak właśnie jesteśmy postrzegani na Podlasiu: "O, Wertepy przyjechali". Choć nasze stowarzyszenie nosi nazwę Pocztówka, to właśnie nazwa festiwalu ma taką siłę, że przyćmiewa inne nasze działania. Chyba będziemy rejestrować Fundację Wertep... Stałem się człowiekiem Wertepu, a Wertep stał się wydarzeniem chcianym i oczekiwanym - mówi Dariusz Skibiński, aktor Teatru A3 i Cinema, twórca Objazdowego Festiwalu Teatralnego Wertep, odbywającego się latem na Podlasiu.

Monika Żmijewska: Elvis żyje? Dariusz Skibiński*: Elvis w ludziach żyje zawsze. Jego fani wierzą, że tylko upozorował własną śmierć. W swoim najnowszym spektaklu "Heart Break Hotel", zrealizowanym razem ze Zbigniewem Szumskim, wkładasz ciuszki Presleya, biegasz z trzepaczką i odkurzaczem... - Chodzi o to, by opowiedzieć o kimś, kto marzy o wielkim świecie. O czymś wielkim. To ktoś, kto za pułap przyjął sobie karierę. Karierę Elvisa Presleya. Staje się wyznawcą Króla. Gdy pracowaliśmy nad tym spektaklem, okazało się, że Elvis to najodpowiedniejsza postać, by za jej pomocą opowiedzieć o marzeniach. O człowieku, który uwiązany jest między prozą życia a tym, co mu się roi w głowie. Ale twój Elvis śmiga po podlaskiej wsi. - Elvis też marzył o wielkim świecie. I też był prowincjuszem, który - nim to muzyczne szaleństwo wokół jego osoby wylało się w świat - nie wyściubiał nosa ze swojego terytorium. Sięgnięcie po tak

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta Wyborcza - Białystok nr 289

Autor:

Monika Żmijewska

Data:

11.12.2015