22.08.2018 Wersja do druku

Po co uczyć papugi mówić

Tak, to mogłoby się tak zaczynać: tytuł o tym, dlaczego przemijają artystyczne fascynacje, które swego czasu zasysały, a teraz wypluwają się. Są twórcy, którzy zrastają się z konkretnym etapem naszego życia, uwalniają to, co ledwo przeczuwane, umiejętnie piorą neurony. Sprawiają, że biegnie się dużo wcześniej po bilet, rezerwuje miejsca, czeka łapczywie na wejście w ich światy. O "Czarnych papugach" w rez. Michała Borczucha w Teatrze im. Słowackiego w Krakowie pisze Kinga Kurysia z Nowej Siły Krytycznej.

Gdyby rekwizyty mogły łuszczyć się pod wpływem spojrzeń takich widzów, w teatralnej przestrzeni zostałyby jedynie zżarte ściany. Poczucie rozmijania się, choć początkowo nuży, pozwala jednak rozwijać się widzom i artystom, już bez wzajemnej fascynacji, ale ze znakiem pójścia w inne strony. To zdrowe rozstanie. Nie ma co ubolewać, że czyjś język czy specyfika już do nas nie trafiają. Nie chodzi o krytykę, ale o wypisywanie się z frustracji, że coś, co wcześniej rozbrajało, straciło ciężar i przyprawia o maruderstwo. Czuję, że czas na przyspieszenie lub zwolnienie kroku w wędrówce z teatrem Michała Borczucha i jego współpracowników. Nie zaciągać długu, ale wzajemnie sobie podziękować, życzliwie wyregulować swój głos, po oddzieleniu poddać krytyce i iść dalej z pustym plecakiem - takie prawo poszukiwań. Czuję też, że dotychczasowa metoda opisu tego teatru się wyczerpała, potrzeba nowej. "Czarne papugi" w Małopolskim Ogrodzie S

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Kinga Kurysia

Data:

22.08.2018

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe