Reformatorski ruch zapoczątkowany dwa lata temu na Kongresie Kultury w Krakowie rozszerza się. Tylko w ostatnich trzech miesiącach odbyły się lokalne kongresy w Bydgoszczy, Łodzi i Poznaniu (ten ostatni przed tygodniem). Na początku roku swój kongres chce zwołać Warszawa - pisze Roman Pawłowski w Gazecie Wyborczej.
Wszystkie są konsekwencją nadziei, które rozbudził konkurs na Europejską Stolicę Kultury. Tytuł zdobył Wrocław, ale pozostałe metropolie odkryły znaczenie kultury i chcą porażkę przekuć w sukces. Z wyjątkiem Łodzi, gdzie kongres zorganizowały samorządy wojewódzki i miejski, spotkania zwoływane były z inicjatywy środowisk kulturalnych, które chcą współdecydować o polityce kulturalnej i strategii miast. Problemy są wszędzie podobne: brak wieloletnich programów, finansowanie festynów i eventów kosztem stałej działalności teatrów, filharmonii czy domów kultury, zaniedbana infrastruktura, ignorowanie potrzeb sektora niezależnego, NGO-sów, który dostaje nieproporcjonalnie mało pieniędzy w stosunku do roli, jaką odgrywa w pejzażu kulturalnym. I kwestia najważniejsza - nieprzejrzyste decyzje samorządów, które obsadzają stanowiska kierownicze w instytucjach kultury według klucza sympatii politycznych, a środki dzielą po uważaniu. Postu