21.04.2020 Wersja do druku

Pływanie w słodkiej i słonej wodzie...

- Nie mam nic przeciwko teatrowi subwencjonowanemu, w którym jest miejsce na eksperyment, na nowe drogi teatru. Jestem tylko przeciw używaniu subwencji wyłącznie dla siebie i swoich wielbicieli - z Markiem Gierszałem rozmawia Jolanta Hinc-Mackiewicz w portalu Teatrologia.info.

Cykl Rozmowy z obozu świętych JHM: W języku polskim słowo "artysta" ma dwa znaczenia. Jedno oczywiste, ale funkcjonuje też znaczenie: "ktoś lekko podejrzany, mający inny sposób myślenia o świecie". MG: Myślę, że to są powszechne znamiona oceny wynikającej z mieszczaństwa. Mam takie doświadczenia też w Niemczech. Moja żona jest Niemką i pochodzi z dobrej mieszczańskiej protestanckiej rodziny. Jest pianistką, pracuje na Uniwersytecie Sztuk Pięknych w Berlinie, jest dyrygentką chóru dziecięcego, współpracuje z bardzo znanym chórem z ponad sześćsetletnią tradycją i się w tym spełnia. A dla rodziny żony jesteśmy odmieńcami. W mieszczaństwie tak już jest. Są stałe wzorce, które istnieją i artyści się w nich nie mieszczą. Ci, którzy tak myślą, mają trochę racji w takim sensie, że sztuka w ogóle, moim zdaniem, funkcjonuje tylko dla ludzi, którzy nie widzą szansy robienia czegoś innego. I jeżeli tak jest, to jest rodzaj desperacji. I

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

"Pływanie w słodkiej i słonej wodzie..." - z Markiem Gierszałem rozmawiała Jolanta Hinc-Mackiewicz

Źródło:

Materiał własny

www.teatrologia.info

Autor:

Jolanta Hinc-Mackiewicz

Data:

21.04.2020