Podczas inscenizacji "Balladyny" w Książnicy Płockiej, Stanisław "Filon" Płuciennik (płocki historyk i plastyk) pląsał jak motylek, Dariusz "Grabiec" Zawidzki (czyli wiceprezydent) szarżował niczym bizon na publiczność. A ta pokładała się ze śmiechu.
Niektórym zapewne wciąż śnią się koszmary - że znów są w szkole i po raz kolejny muszą czytać "Balladynę" Słowackiego. Lekarstwem na tę traumę był pomysł Książnicy: wystawiać dzieło literackie z udziałem płockich polityków, artystów i dziennikarzy. Przed trzema laty mieliśmy "Wesele" Wyspiańskiego, teraz postawiono na "Balladynę". Chodzi przy okazji o uczczenie okrągłych rocznic - urodzin bądź śmierci - twórców wielkich dramatów. Ale też o to, by w oryginalny i przystępny sposób pokazać, że do czytania tych dzieł nie zmuszano nas przypadkiem - były tego warte. Reżyserujący "Balladynę" w Książnicy Marek Mokrowiecki, dyrektor płockiego Teatru Dramatycznego, postanowił wydobyć z dramatu Słowackiego humor. Lecz gdyby nawet tego nie zrobił, publiczności trudno byłoby zachować powagę. Dodajmy, publiczności bardzo licznej. W czwartek wieczorem, dobrych kilkanaście minut przed rozpoczęciem, w sali kolumnowej Książnicy przy ul. Ko