Logo
28.11.2007 Wersja do druku

Palenie Chochoła

"Szewcy u bram" w reż. Jana Klaty w TR Warszawa. Pisze Tomasz Miłkowski w Przeglądzie.

Na koniec Maria Maj, grająca Chochoła, podpala noszoną przez siebie kukłę. Chocholi totem wcale nie wygląda jak Chochoł znany z "Wesela" czy obrazków Wyspiańskiego, bardziej to strach na wróble albo po prostu koszula na wieszaku, z doczepioną kulą przypominającą głowę bez ust, oczu i uszu. Kukła płonie majestatycznie i w ciszy. Aktorka stoi w odrętwieniu (także ze względów bezpieczeństwa), publiczność czeka na dalszy ciąg. Ale dalszego ciągu nie ma. Ukłony i oklaski... Co to właściwie znaczy? Wiadomo, jaką treść symboliczną dźwigał Chochoł u Wyspiańskiego i wszystkich, którzy do niego się odwoływali - to symbol polskiej niemożności, uśpienia, niedoczynności, zaniechania. Wcześniej widzieliśmy na scenie szaleńcze tany, do utraty tchu, bezładne, jak w upojeniu. Skoro Chochoł spalony, może nastał czas czynu? Jeżeli tak, to ten wybór należy raczej do widowni. A jeśli Chochoła można było spalić, bo już nie jest do niczego potrzeb

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Palenie Chochoła

Źródło:

Materiał nadesłany

Przegląd nr 48/02.12

Autor:

Tomasz Miłkowski

Data:

28.11.2007

Realizacje repertuarowe