Na jednej z pierwszych stron nowo wydanej monografii Aleksandry Rembowskiej "Teatr Tańca Piny Bausch. Sny i rzeczywistości" pojawia się zdanie "Tanztheater Piny Bausch to tajemnica. Terra incognita". W miarę lektury okazuje się ono niestety znakiem nieporadności autorki - pisze Anna Królica na portalu nowytaniec.pl.
Można zgodzić się, że pisanie o legendzie Bausch jest wyzwaniem niebagatelnym. Jednak Rembowska wcale nie ma pomysłu jak dotknąć istoty tego teatru. Jej książka jest summą utartych stwierdzeń na temat pracy, przedstawień i aktorów/tancerzy niemieckiej choreografki; powracającymi głosami z wcześniej publikowanych artykułów zarówno w polskiej, jak i zagranicznej prasie. Autorka monografii już we wstępie zarysowuje bardzo szeroki horyzont kontekstów, na których tle umieszcza Tanztheater Wuppertal. Nie było by w tym nic złego, gdyby Rembowska poza postawieniem twardych stwierdzeń postarała się je jednak udowodnić. Najczęściej ogranicza się ona jednak do powierzchownej, niemal sloganowej, kontekstualizacji zjawiska, ustawiając Tanztheater Wuppertal pomiędzy teatrem Heinera Müllera, Bertolta Brechta, Roberta Wilsona, Petera Brooka; Petera Handkego, Antonina Artauda; z drugiej strony przywołuje nazwiska innych niemieckich twórców z pokolenia Bausch,