27.06.2014 Wersja do druku

Piknik na skraju głupoty

Demokracja - jak słusznie zauważał Adaś Miauczyński - polega na tym, że każdy, nawet w siedem osób, może sobie zorganizować demonstrację. Z najgłupszymi nawet hasłami na sztandarach. Bo na tym polega tolerancja. Trzeba jednakże pamiętać, że wolność jednych nie może być kosztem innych. Przede wszystkim kosztem artystów, którzy otwierają nam głowy i mozolnie - nie bez bólu, cegła po cegle, wystawa za wystawą, spektakl po spektaklu - wznoszą ten wspaniały gmach naszej cywilizacji. Dlatego też, największa porażka ostatnich dni, nie jest chyba udziałem artysty i jego dzieła, wobec którego ostatecznie (szkoda że w nie pełnej formie), będzie się mogło opowiedzieć o wiele więcej obywateli Najjaśniejszej, niż ci szczęśliwcy, których stać było na bilety na festiwalowe pokazy na Malcie. Największą porażką afery wokół "Golgoty Picnic" są tchórzliwi, koniunkturalni i nieprofesjonalni dyrektorzy oraz kuratorzy, którzy nie chcą, lub ni

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał nadesłany

Autor:

Michał Centkowski

Data:

27.06.2014

Wątki tematyczne