Wieczór niezwykle klimatyczny, o kulturze muzycznej godnej sali filharmonii, zaprezentowali wykonawcy 40. już spotkania "Ludzie estrady", jakie animuje od lat Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Piszę wykonawcy, o urodzie koncertu zadecydowała bowiem nie tylko Anna Jurksztowicz, ale i towarzyszący jej muzycy, a zwłaszcza doskonały pianista Bogdan Hołownia - pisze Wacław Krupiński w Dzienniku Polskim.
Wieczór niezwykle klimatyczny, o kulturze muzycznej godnej sali filharmonii, zaprezentowali wykonawcy 40. już spotkania "Ludzie estrady", jakie animuje od lat Śródmiejski Ośrodek Kultury w Krakowie. Piszę wykonawcy, o urodzie koncertu zadecydowała bowiem nie tylko Anna Jurksztowicz, ale i towarzyszący jej muzycy, a zwłaszcza doskonały pianista Bogdan Hołownia. Przedstawiła się Anna Jurksztowicz i w jazzowej balladzie, i w pieśni gospels, oba te gatunki ma wpisane w swą artystyczną biografię (podobnie jak pieśni renesansu), w piosenkach swego męża Krzesimira Dębskiego ("Czas nas uczy pogody"), w tym tych pisanych na potrzeby seriali, m.in. "Matki, żony i kochanki", "Na dobre i na złe" czy "Ranczo" (tu pojawił się i syn Radimir, który obecnie zastąpił tatę w pisaniu dla mamy piosenek). Śpiewała Jurksztowicz po polsku, ale i po angielsku, portugalsku (Jobima), a nawet w języku hindi! Pięknie prowadzony głos, kultura muzyczna, wdzięk, uroda - oto atuty