Kultura. Po premierze w Teatrze im. Kochanowskiego.
Wszystko w tym przedstawieniu zostało wymyślone przez scenografa, reżysera, kompozytora, w końcu wymyślnie zagrane przez aktora. Wszystko jest teatrem, czyli sztucznością, konwencją. Na metalowym podwyższeniu cztery pleksiglasowe kabiny ledwie przysłaniają ubierające się aktorki. Zaraz wystąpią w przedstawieniu, zaraz wyjdą na scenę. Na razie widzimy, jak ubierają sukienki. Na środku sceny ogromne pudło z klapą na wierzchu, przypominające przydomowe zbiorniki na śmieci, z czasów, kiedy jeszcze nie było kubłów. Aktorki ubrane w kolorowe, luźne sukienki, raczej przykrótkie włosy uczesane w dziecięce kucyki - podchodzą do zbiornika i wyjmują kostiumy do pracy. Jedna z nich, która za chwilę zagra rolę ojca, ubiera burego koloru roboczy kombinezon luźny, za szeroki. Widać, że to przebranie. Podkreśla to umowność sytuacji, jej sztuczność. To gra na niby. Dwie pozostałe ubierają się w stroje kobiece, raczej niedbałe, byle jakie. Czwarta ubiera n