14.07.2018 Wersja do druku

Pamięć nieabsolutna

Promptery, słuchawki, inspicjent z egzemplarzem sztuki na scenie. Kiedyś pamięć była ważną częścią warsztatu aktorskiego. Czy przestaje nią być w czasach, gdy stale podpieramy się pamięcią zewnętrzną? - zastanawia się Aneta Kyzioł w Polityce.

Scenografia "Wielkiego Fryderyka" w reż. Jana Klaty w poznańskim Teatrze Polskim jest ascetyczna. Może dlatego, że tytułowy bohater nie należał, delikatnie mówiąc, do rozrzutników. Obok olbrzymich proporców przedstawiających agresywnie wyszczerzone zwierzęce paszcze składa się jeszcze z kilkunastu rozstawionych na scenie i widowni ekranów, na których wyświetlany jest tekst aktualnie wypowiadany przez aktorów. Proporce mogą symbolizować zaborcze mocarstwa, w końcu rzecz dzieje się na dworze króla pruskiego po pierwszym i przed drugim rozbiorem Rzeczpospolitej. A promptery, na które podczas czteroipółgodzinnego spektaklu zerkają i aktorzy, i widzowie? Prawda ekranów Popremierowe plotki kazały w prompterach widzieć podpórkę dla aktorów, którzy - tu wersje były dwie - nie zdążyli się nauczyć na pamięć albo odmówili uczenia się kilometrów słów wyprodukowanych przez Adolfa Nowaczyńskiego w 1910 r. O odmowę szczególnie podejrzewany był Jan

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Pamięć nieabsolutna

Źródło:

Materiał nadesłany

Polityka nr 28

Autor:

Aneta Kyzioł

Data:

14.07.2018