"Palko" Katalin Szegedi w reż. Katy Csato w Białostockim Teatrze Lalek. Pisze Jerzy Doroszkiewicz w Kurierze Porannym.
Czworo aktorów, kilka szmacianych lalek, świetny scenariusz i perfekcyjna reżyseria składają się na 40-minutowy reportaż z życia pewnego wrażliwego uczniaka. Któż z widzów i czytelników nie lubi sobie pospać? Szczególnie, kiedy trzeba iść do pracy lub na jakiś wykład, bądź - o zgrozo - do szkoły. Nic dziwnego, że zwijający się w kłębuszek Palko, którego poznajemy na początku spektaklu od razu budzi sympatię. Zwłaszcza że na niewielkiej scenie właściwie początkowo nie ma konkurencji. Aktorzy lalkarze odziani są w jednakowe uniformy mające ich upodobnić chyba do otoczenia, a przy okazji nie krępować ruchów. Szczególnie, że bez przerwy są na widoku i doskonale zdają sobie z tego sprawę. Z pięciu kartonowych sześcianów tworzą przestrzeń, która zmienia się a to w łazienkę, a to ruchliwą ulicę, salę gimnastyczną pełną skomplikowanych przyrządów, czy wreszcie podwórko na którym można pograć w klasy, pobawić się piłką c