09.07.2016 Wersja do druku

Ostatnia noc przed końcem

W Teatrze Dramatycznym w Wałbrzychu Marcin Liber wystawia spektakl "Być jak Dr Strangelove". O tym, jak to jest czekać na koniec świata - pisze Dawid Karpiuk w tygodniku Newsweek.

Jedni mówią, że kiedy spadną bomby, ludzkość przestanie istnieć. Inni uważają, że narodzi się na nowo. Trzeba się przygotować: znaleźć kopalnie nadające się do zamieszkania, postawić w nich szklarnie, zasadzić rośliny, rozmnożyć zwierzęta. Określić liczbę ludzi do uratowania. Wziąć pod uwagę wiek, stan zdrowia, płodność, inteligencję oraz niezbędne umiejętności. I płeć, oczywiście płeć. Trzeba ustalić proporcje. Najlepiej jeden mężczyzna na dziesięć kobiet (bo któregoś dnia świat trzeba będzie zaludnić na nowo). A potem już można bombardować. - Odnowienie całego narodu zajęłoby nie więcej niż 20 lat - recytuje Dr Strangelove, a potem powoli podnosi się z wózka inwalidzkiego i wyciąga w górę prawe ramię. Snop światła pada wprost na niego. Cień doktora się wydłuża. - Trzymaj to! - krzyczy zza komputera Marcin Liber. - Strasznie to śmieszne! Groteskowe jakieś. Doktor zastyga w faszystowskim pozdrowieniu. Jego kalek

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Ostatnia noc przed końcem

Źródło:

Materiał nadesłany

Newsweek Polska nr 28/04.07

Autor:

Dawid Karpiuk

Data:

09.07.2016

Tematy w toku