EN
07.01.2011 Wersja do druku

Ostatni taki romantyk

Żar romantyczny potrafią zagrać tylko ci, którzy naprawdę nim płoną - to powiedzenie świetnie pasowało do KRZYSZTOFA KOLBERGERA. Był jednym z ostatnich artystów polskiego teatru, w których płonął romantyczny płomień.

Dostrzegli to profesorowie warszawskiej PWST, m. in. Jerzy Jarocki, a potem dyrektorzy teatrów, w których występował. Przede wszystkim Adam Hanuszkiewicz w Narodowym. To właśnie tu zagrał tytułową postać w "Wacława dziejach" (1973), Sawę w "Śnie srebrnym Salomei" czy wreszcie Konrada w "Dziadach". Był pełnym młodzieńczego czaru Romeem w telewizyjnej wersji "Romea i Julii". Podczas pobytu w warszawskim Współczesnym okazał się świetnym Lorenzaccio w spektaklu Krzysztofa Zaleskiego, a w Ateneum - przejmującym Jamesem Leedsem w "Dzieciach mniejszego Boga" czy Zbigniewem w "Mazepie". Powrotem do romantyzmu była niezwykła rola Lucyfera zagrana na Scenie Narodowej w 1999 roku w spektaklu Janusza Wiśniewskiego "Wybrałem dziś zaduszne święto" na podstawie "Samuela Zborowskiego". W filmie wydawał się niewykorzystany. Po serii bohaterów romantycznych i współczesnych, nieco zagubionych intelektualistów, zaskoczył wszystkich postacią hitlerowca sadysty

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Ostatni taki romantyk

Źródło:

Materiał nadesłany

Rzeczpospolita online