WŚRÓD licznych anegdot o Konstantym Ildefonsie Gałczyńskim - poecie, którego życie było w gruncie rzeczy jedną wielką i niezwykłą anegdotą - jest piękna opowieść o listonoszu. Otóż w 1946 roku mieszkał Gałczyński w krakowskim domu literatów przy ul. Krupniczej. Mieszkali tam również Flukowscy. Pewnego ranka odwiedził ich listonosz z oczekiwanym honorarium autorskim. Pod nieobecność męża kwitowała odbiór pieniędzy pani Flukowska, kiedy wpadł z butelką pod pachą Gałczyński. Poprosił o kieliszki, usadził na honorowym miejscu listonosza, rozlał alkohol i wygłosił wspaniałe przemówienie o wzniosłej roli poczty i jej pracowników. Mowa trwała dość długo, a toasty przeplatały pompatyczne zwroty i kwieciste frazesy. Nagle wzrok poety padł na leżące - dopiero co przyniesione - pieniądze. "Ozy pani odpowiednio wynagrodziła trud tego poczciwca?" - zapytał Gałczyński wskazując na listonosza. Po czym jednym gestem zgarnął połowę honorari
Tytuł oryginalny
Osiełek fatalista
Źródło:
Materiał nadesłany
Express Wieczorny nr 15