23.01.2020 Wersja do druku

Operowe "del destino" Teresy Żylis-Gary

Kończąc 90. rok życia w zdrowiu, pełni sił witalnych, zawodowej aktywności i blasku spojrzeń niezliczonej liczby entuzjastów, można nie ukrywać daty urodzenia. Teresa Żylis-Gara nie czyniła tego nigdy - pisze Sławomir Pietras w Tygodniku Angora.

Jej światowa kariera przewyższa dokonania jakiegokolwiek polskiego śpiewaka drugiej połowy ubiegłego stulecia. Droga na szczyty była trudna i wyboista. Po wojennym dzieciństwie emigracja z podwileńskiego Landwarowa, gdzie się urodziła. W młodości studia w Łodzi u prof. Olgi Olginy w trudnych warunkach materialnych, a potem problemy z zawodowym startem w polskich teatrach. Królowały tam wtedy primadonny tylko o kilka lat starsze. W Warszawie Maria Fołtyn, w Poznaniu Antonina Kawecka, we Wrocławiu Halina Słoniowska, w Bytomiu Natalia Stokowacka, w Łodzi Lidia Skowron. W końcu lat 50. po raz pierwszy oglądałem ją w krakowskich "Opowieściach Hoffmanna". Nieco później czarno-biała telewizja transmitowała z Krakowa "Madame Butterfly", którą śpiewała urzekająco pięknym głosem i zniewalającą interpretacją, a starzejące się już na swych stanowiskach pseudokonkurentki "narzekały", że nie ma forte, nie ma "góry" i jest mało podobna do Japonki. Wo

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Operowe "del destino" Teresy Żylis-Gary

Źródło:

Materiał nadesłany

Tygodnik Angora nr 4

Autor:

Sławomir Pietras

Data:

23.01.2020