Wcale nie chciał być belfrem. - Bałem się - mówi. Po studiach na kilka lat związał się z Teatrem Nowym. To były czasy Cywińskiej, Nyczaka, wczesnego Wiśniewskiego. - Pracowałem w kasie biletowej - mówi ze śmiechem. Ta kasa szybko zamieniła się w klub dyskusyjny - o Ireneuszu Okoniu, kultowym poloniście w poznańskim liceum św. Marii Magdaleny pisze Ewa Obrębowska-Piasecka.
Po ostatnim maltańskim spektaklu spotkają się u niego wszystkie jego "teatrologiczne dzieci", żeby uroczyście, acz nieoficjalnie zakończyć sezon. To już rytuał. Okoń jest polonistą w poznańskim liceum św. Marii Magdaleny [na zdjęciu]. Polonistą kultowym. Rzadko odwiedza pokój nauczycielski. Rezyduje w legendarnej już sali 112, gdzie zawsze mnóstwo uczniów i książek. Z tej biblioteki (gdzie księgozbiór uzupełniają sterty starannie uporządkowanych druków ulotnych) chętnie korzystają nawet ci, którzy szkolną ławkę dawno zmienili na akademicką aulę. W szafkach zalegają tam także sterty paczek opakowanych kolorowo i obwiązanych wstążeczkami. We wszystkich jest... papier do ksero. To ponoć najmilej widziany prezent, Okoń słynie bowiem z okupowania kserografu. - Początkowo bardzo skrupulatnie sprawdzałam licznik, dziś jestem już bardziej wyrozumiała - mówi Lucyna Woch, dyrektor "Marynki". I nie może się Okonia nachwalić. - Nasza szkoła wi