EN

9.03.2024, 15:00 Wersja do druku

Okiem Widza: „Król Lear”

„Król Lear” Williama Shakespeare'a w reż. Grzegorza Wiśniewskiego w Teatrze Narodowym w Warszawie. Pisze Ewa Bąk na blogu Okiem Widza.

fot. Marta Ankiersztejn/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

William Shakespeare w swych studiach nad istotą i obliczem władzy, motywacji i skutków jej sprawowania, musiał opowiedzieć historię Leara, końca wszelkich wysiłków i starań. Przepracowuje w KRÓLU LEARZE problem sukcesji w kontekście starości, relacji i więzi ojciec- dzieci (Król Lear i córki, Hrabia Gloucester i synowie). To studium dotyczące popełniania błędów w ocenie ludzi (rodziny,  najbliższych współpracowników, samego siebie), ulegania emocjom, miłości własnej i skutków jakie z tego wynikają. Gdy dzierży się wielką władzę, pod koniec życia ma się wszystko i całe to bogactwo się traci -  a upadek ma wymiar antycznej tragedii. Przeżyć rozpad świata, który się całe życie z ogromnym trudem, poświęceniem i talentem budowało, utracić z własnej winy, co się kochało to śmiertelna tortura.
 
Król Lear, mimo ostrzeżeń, sprzeciwu otoczenia przekazuje władzę i dzieli królestwo Brytanii miedzy dwie córki Gonerylę i Reganę, bo rozczarowany szczerą i prawdomówną odpowiedzią  najukochańszej Kordelii, wydziedzicza ją. Ta decyzja króla, wydawać by się mogło szczodra, sprawiedliwa, mądra, osłabia królestwa, doprowadza  do wojny, rozpadu rodziny. Jest dla starca początkiem drogi ku degradacji, nędzy, bezdomności, bo pogarda córek perfidnie poniża go, jest oznaką braku szacunku, pozbawia go człowieczeństwa a on dumny, dotknięty głęboko ulega emocjom, reaguje gwałtownie. Traci orientację. Z bólu popada w szaleństwo. Obłęd. I nie mogąc znieść cierpienia umiera.

Wszystko stało się nie tak, jak tego oczekiwał. Popełnił kardynalny błąd, bo to nie wynik słabości charakteru króla lecz stetryczałej starości, która szukała tylko samozadowolenia płynącego z próżności schlebiającej pysze,  zwiodła go. Lear oczekiwał wdzięczności, uwielbienia, należnego mu szacunku. Nic sobie nie pozostawił poza statusem ojca i tytułem króla. Gdy oddał wszystko, nic mu nie zostało. Potrzebna mu była już tylko miłość, ale z czasem zrozumiał, że nikt go już nie potrzebuje i nie kocha. Odpowiedź Kordelii go dotknęła, odrzucił ją lecz po bezdusznym,  psychopatycznym dręczeniu  oraz ostentacyjnej demonstracji siły Goneryli i Regany już wiedział, że się pomylił, źle ocenił córki a najmłodszą, wydziedziczoną,  skrzywdził. To wtedy narodził się jego żal nad sobą i głębokie, dręczące cierpienie, które zabija. Prawda o własnych błędach jest najskuteczniejszą trucizną. Lear zrzucił z siebie wszystkie warstwy ochronne, maski i stanął bezbronny, nagi wobec surowego losu. Był stracony. Gorzej, wiedział, że pociągnął za sobą wszystkich.

fot. Marta Ankiersztejn/ Archiwum Artystyczne Teatru Narodowego

Jan Englert, odtwórca głównej roli,  jest w idealnym wieku i  doskonałej kondycji, by zagrać Króla Leara. Wielki aktor  buduje na scenie głęboko tragiczną postać potężnego władcy, szczęśliwego ojca, pewnego siebie starca, który schodzi ze sceny życia. Przypadek jego bohatera dowodzi, że nie ma godnej starości, bo odbiera wszystko, nie ma godnej śmierci, gdy ponosi się sromotną klęskę z powodu błędnych decyzji, złej oceny ludzi, fatum. Z czasem król traci złudzenia, doświadcza rozczarowania sobą i światem. Funduje sobie najtrudniejszy egzamin w życiu i przegrywa. Dojrzewa do prawdy o swoim położeniu, o dzieciach, relacjach, więziach międzyludzkich, o świecie - rezygnuje z władzy, traci ją też nad sobą samym. Nie był przygotowany na odrzucenie, poniżenie, pogardę córek,  metodyczne pozbawianie go człowieczeństwa. Król Lear przeżywa to, o czym powinien wiedzieć wcześniej, będąc potężnym władcą, doświadczonym  przez życie człowiekiem.  Pragnąc czynić dobrze, roztrwonił wszystko i musiał znosić skutki brutalnej rzeczywistości wynikającej z presji  córek, ich prawdziwych uczuć do niego. Gdy  Kordelia, którą ukochał najbardziej, umarła, zgasło i jego życie. Stał się jej całunem. Grobem. Wszystko się skończyło.

Interpretacja Grzegorza Wiśniewskiego podkreśla próbę sił pomiędzy racjami ojca i dzieci. Jednak nikt ostatecznie nie wygrywa. Ujawnia znikomość podłości, nieskuteczność nadużywania władzy. Subtelność i delikatność miłości, która nie może być kartą przetargową. Podkreśla sromotną klęskę konstrukcji świata, uznanego za obowiązujący, gdy przywódca-ojciec rezygnuje z władzy. Bo tylko ten, kto ją ma, narzuca swój system zasad i wartości. Decyduje i egzekwuje. Król Lear Jana Englerta z  determinacją nieuznającej sprzeciwu dzieli królestwo między wyniosłą, zaborczą, wyrachowaną Gonerylę Danuty Stenki i manipulowaną przez nią okrutną, impulsywną Reganę Ewy Konstancji Bułhak. Wydziedziczona za powściągliwość, szczerość w okazywaniu uczuć Kordelia Dominiki Kluźniak staje się Błaznem, który towarzyszy Learowi: komentuje, stara się mu przemówić do rozsądku, rzuca mu w twarz gorzką prawdę. Walczy o niego na różne sposoby. W kolejnym wcieleniu jest głosem poetycznego wyrażania uczuć(w songach). Prawdomówna, prowokująca do bólu, bo widzi nieszczęście ojca, przejęta z rozpaczy, bo nie może mu pomóc, kochająca czuwa nad nim, nie opuszcza go w swych tak różnych wcieleniach. To piękna, wzruszająca, mocna kreacja. Aktorka gra wspaniale, zadziwia skalą, różnorodnością, intensywnością wyrażanych emocji. Buduje wielowymiarową, pozbawioną ostentacyjnego wyrażania siebie postać. Zupełnie inną córką jest Goneryla stworzona z  całego arsenału mocnych, wyrazistych, może nawet przerysowanych środków wyrazu przez Danutę Stenkę. Jej postać - monstrum, typ tyrana, szwarccharakteru - jest zimna, wyrachowana, bezwzględna, nie ma skrupułów, by upokorzyć, złamać, pozbyć się ojca, zniszczyć autorytet, wyeliminować króla, jakby się go bała, chciała ukarać albo na nim zemścić. Gdy ma już władzę mataczy, spiskuje bezwstydnie, bez poczucia winy. Ma sprzymierzeńca w siostrze Reganie Ewy Konstancji Bułhak, która jest uległym, podatnym na wpływy, sterowanie, manipulację ale z natury okrutnym, impulsywnym, przez to bardzo niebezpiecznym, bo nieobliczalnym przywódcą. Nad Królem Learem czuwa jeszcze lojalny, wierny, oddany Książe Kentu w kreacji Ireneusza Czopa, który podobnie jak Kordelia w przebraniu Błazna towarzyszy starcowi w drodze do zatracenia.

Równolegle do historii upadku Leara opowiadana jest historia zaślepienia innego ojca,  Hrabiego Gloucestera, granego przez Jana Frycza. Tym razem chodzi o przywileje, miłość ojca do synów, uczucia synów do ojca. Jeden jest bękartem i czuje się dyskryminowany, niedoceniany, ledwie tolerowany a drugi, ten z prawowitego łoża, mimo że jest lekkoduchem, wywyższany. Wątek jest interesujący, bo zagrany przez Przemysława Stippę Edmund, przekonująco dowodzi, że w dziecku spychanym ciągle na plan drugi, traktowanym  instrumentalnie, obserwującym jak jego matka jest lekceważona przez ojca, wyzwala się zło: potrzeba odwetu, zdrady, chęć zemsty. Z nawiązką to sobie kompensuje. Uwodzi obie siostry, im podobny. Zdradza. Hańbi rodzinę. Wychodzi na jaw uknuty przez niego i przeprowadzony perfidny plan. Kończy przegrany. Aktor jest tak dobry w roli pokrzywdzonego, że budzić może zrozumienie i współczucie. Stippa tworzy pełnokrwistą, wiarygodną postać. Hrabia Jana Frycza popełnił błąd, bo ostentacyjne faworyzując Edgara, budzi w Edmundzie wszystko, co najgorsze. Sromotnie przegrał. Edgar  Mateusza Rusina, mocno doświadczony przez manipulacje brata, okazuje się dobrym synem, opiekuje się oślepionym w szale przez Reganę, wygnanym za domniemaną zdradę ojcem.

W spektaklu dominuje zło: mroczne, ostentacyjnie bezwzględne, bezwstydne, pozbawione hamulców (np. Goneryla i Regana w czarnych skóropodobnych sukniach)  a wielobarwne dobro musi się uciekać, ukrywać, przebierać, maskować (Kordelia, Hrabia Kent, Edgar). Kto nie jest w stanie je właściwie rozpoznawać i celnie oceniać, przegrywa. W ogromnej przestrzeni sceny bohaterowie giną, jakby pustka czerni miała ich osłabić, wchłonąć, unicestwić. Burza szalejąca w szklanym boksie-choć niebezpieczna jest okiełznana, zamknięta. Może odzwierciedlała, co się dzieje w Leara mentalnym wnętrzu. Doskonała jest muzyka Aleksandry Gryki  na żywo wykonana na kontrabasie przez Tadeusza Wieleckiego/ Wojciecha Pulcyna dyskretnie podkreślająca akcję, tworząca nastrój. Niektóre projekcje wideo miały wzmocnić a rozpraszały uwagę ale olbrzymi, centralny obraz Błazna Dominiki Kluźniak robił wstrząsające wrażenie. Odsłonił całą grozę tragedii Leara w trosce, przerażeniu, bezsilnej miłości córki.

Prawość, sprawiedliwość, uczucia, ich  wyrażanie jest sprzeczne z definicją władzy. Tylko błaznów czy desperatów na to stać, choć i oni zostaną najsurowiej, jak tylko można było, ukarani. Czy Król Lear, Hrabia Gloucester, im podobni są dobrymi ale błądzącymi ojcami czy może tylko starymi, przegranymi błaznami?  Na to pytanie musimy sobie odpowiedzieć sami. Wychowywać nikt nie uczy a poprzeczka wymagań, szczególnie dla dzieci i ojców królów, ustawiona jest bardzo wysoko. Jednak w tym rozprzestrzeniającym się ogromie mroku, zalegających ciemnościach, zagęszczającym się nieszczęściu, bo wszystko obraca się w nicość, rozpada w nieistotność i ginie, tli się przygnębiająca myśl, że prawda zabija. Cały wysiłek życia Leara idzie na marne, bo to co stanowiło jego istotę i wartość a mogło przynieść odrobinę szczęścia na starość, przepada. Najbardziej boli utrata złudzeń, rozczarowanie, świadomość, że człowiek zawodzi sam siebie, jest przyczyną własnych nieszczęść i zgubą dla innych a nie ma szansy, by cokolwiek naprawić.

Spektakl jest wyzwaniem dla widzów. Oczekuje koncentracji, uwagi. Umiejętności syntezy, samodzielnego poszukiwania sensów. Poskładania puzzli rozstrzelonej narracji, rozbitych portretów psychologicznych bohaterów więc i aktorskich kreacji, precyzyjnie przecież wypracowanych  i bardzo dobrze zagranych. Gdyby ogromna scena nie wydłużała drogi przemieszczania się aktorów a ruch sceniczny organizował krótsze przebiegi nie przerywałyby to tak drastycznie ciągłości akcji, nie zwalniałoby jej tempa i nie czyniłoby koncepcji reżyserskich, gry aktorskiej, intencji i pomysłów twórców trudnymi do zinterpretowania. Rozwleczenie scen nie niszczyłoby spójności, słabo słyszalny tekst nie osłabiałby czytelności, co nie zacierałoby wyrazistości przekazu. Nie osłabiłoby dramaturgii (współpraca dramaturgiczna Jakuba Roszkowskiego).  Ginie nam Lear, nawet jeśli jest zmultiplikowany, zastyga Jan Englert w jego roli.  Przejmujące są i mocne z jego bohaterem obrazy-komunikaty dramatu, jakby sprawiały, że rozpływał się w trudnym dla niego czasie i zanurzał coraz głębiej i głębiej w nicości przestrzeni(od sceny: skoku na stół w furii złości. otępienia w wózku inwalidzkim, zrzucaniu ubrania warstwa po warstwie wespół z dublerem, bezruch podczas burzy, moment wejścia z martwą Kordelią, śmierć nad jej ciałem). W potężniejącym mroku, który coraz bardziej na niego napiera. W końcu pochłania.

Tytuł oryginalny

KRÓL LEAR TEATR NARODOWY W WARSZAWIE

Źródło:

okiem-widza.blogspot.com
Link do źródła

Autor:

Ewa Bąk