EN

27.03.2023, 14:32 Wersja do druku

Okiem Obserwatora: KRAPP i dwie inne jednoaktówki

„Krapp i dwie inne jednoaktówki” Samuela Becketta w reż. Antoniego Libery w Teatrze Polskim w Warszawie. Pisze Krzysztof Stopczyk.

fot. Krzysztof Bieliński

Nie ukrywam tego, że wybrałem się do Teatru Polskiego na spektakl „KRAPP i dwie inne jednoaktówki” głównie z powodu „Ostatniej taśmy” w wykonaniu Andrzeja Seweryna. To jest jedna z tych sztuk, przy której nie można uciec od porównań. Powodem jest fakt, że ośmielają się z nią zmierzyć tylko najwięksi. I to nie wszyscy! Mnie kojarzy się z lotem Ikara. Rzadko komu udaje się przeżyć to wyzwanie. Ja widziałem jednego śmiałka, który wyszedł z tej próby zwycięsko i to jak! W marcu 1985 r. w tzw. Malarni, w Teatrze Studio, odbyła się inauguracja cyklu Beckettowskiego. Jego pierwszą część stanowiły dwie jednoaktówki: fenomenalna „Komedia” i, po przerwie, właśnie „Ostatnia taśma”. Oczywiście w reżyserii Antoniego Libery, który jak doskonale pamiętają to stare wróble teatralne, nie do końca był zadowolony z tego Krappa. Jak twierdził, aktor nie przyjmował wielu wskazówek i zaleceń reżyserskich, tylko forsował własne. Tym aktorem był debiutujący w monodramie Tadeusz Łomnicki. Chichot wszystkich muz i bóstw opiekujących się teatrami i aktorami polegał na tym, że te propozycje nie musiały być jednak najgorsze, bo efekt końcowy rzucił wszystkich na kolana. Najbardziej prestiżowe pismo branżowe – „Teatr”, przyznało Łomnickiemu za tę rolę nagrodę im. Aleksandra Zelwerowicza. Wszystkie sceny w Polsce biły się o możliwość zorganizowania występów gościnnych, bo publiczność wszędzie głosowała nogami. I Łomnicki jeździł. Wszędzie! Nie tylko w Polsce! Komplety i standing ovation były m. in. w Kijowie, Mediolanie, Moskwie, Palermo, Rimini, Sofii, Wiedniu, Wilnie, Tunisie i innych miastach. Niesamowite było to, że poza granicami Polski na widowni przeważała publiczność nie znająca języka polskiego. Ci ludzie reagowali tylko na to co widzieli i JAK słyszeli wypowiadany tekst! Ten Krapp został nagrany w ramach Teatru Telewizji TVP. Co prawda, to nie to samo co na żywo, ale warto go odszukać i zobaczyć! Można go znaleźć w tzw. złotej setce Teatrów TV.

W 2004 r. – dwanaście lat po śmierci Łomnickiego - w Teatrze Powszechnym odbyła się premiera „Zapasiewicz gra Becketta”, uświetniająca 70. urodziny i 50-lecie pracy artystycznej aktora. Oczywiście w reżyserii Antoniego Libery i oczywiście jedną z trzech jednoaktówek składających się na pełen spektakl była „Ostatnia taśma”. Z perspektywy czasu dodatkowym smaczkiem jest to, że wtedy drugą w kolejności była „Impromptu Ohio", w której Słuchaczem będącym sobowtórem [?], alter ego [?], Czytającego bywał sam Libera (w dublurze ze Sławomirem Packiem).

Ta inscenizacja nie wywołała już takich emocji, chociaż spektakl zagrano około stu razy. Publiczność w dużej mierze chciała porównać grę dwóch legend.

Upłynęło znowu 12 lat i z Krappem w reżyserii Libery zmierzył się kolejny gigant polskiej sceny - Andrzej Seweryn. Są dwie rzucające się w oczy analogie między inscenizacjami z Teatru Powszechnego i Teatru Polskiego, odróżniające je od tej ze Studio. Pierwsza to wiek aktorów w momencie premiery. Zarówno Zapasiewicz, jak i Seweryn „Ostatnią taśmą” uczcili swoje 70. urodziny, grając 69-letniego Krappa, podsumowującego w dniu tych urodzin swoje życie. Druga analogia to zabieg reżyserski, niejako dopełniający kanoniczne dzieło Becketta króciutką, ale dojmującą „Impromptu Ohio”. Tym razem reżyser nie występuje już na scenie. Słuchaczem sobowtórem [?], głosem sumienia [?], alter ego [?] Czytającego Seweryna w Teatrze Polskim jest Antoni Ostrouch.

Na ten pełnowymiarowy spektakl składają się trzy jednoaktówki, przedzielone antraktami: „Fragment dramatyczny II”; Ostatnia taśma” i właśnie wspomniana „Impromptu Ohio".

Symptomatyczna jest ta zamiana kolejności, ponieważ w inscenizacji w Teatrze Powszechnym „Impromptu Ohio" poprzedzało „Ostatnią taśmę”, a w Teatrze Polskim grana jest jako ostatnia. I trzeba przyznać, że jest to znakomity zabieg reżyserski, bo umieszczony na pierwszym miejscu „Fragment dramatyczny II” jest jakby wprowadzeniem do całości, zapowiedzią tego, co będzie dalej. „Ostatnia taśma” jest tym daniem głównym, a „Impromptu Ohio" dopełnieniem. Wszystko układa się w logiczną całość.

„Fragment dramatyczny II” jak na Becketta jest wyjątkowy, ponieważ pomimo poruszania bardzo poważnego tematu, jakim jest ocena mającego skończyć się życia jednostki, akcja rozwija się jak dobry kryminał, wręcz zakrawający na czarną komedię. Dwóch „urzędników” wciela się w oskarżyciela i obrońcę człowieka chcącego wyskoczyć przez okno. Oceniają całe jego życie. Wszystkie złe i dobre uczynki. Urzędnik [?]/ sędzia [?]/ a może głos sumienia potencjalnego samobójcy [?] „B” (Antoni Ostrouch) wylicza te złe. Urzędnik [?]/ Sędzia [?]/ głos sumienia [?] „A” (Andrzej Seweryn), cały czas stara się znaleźć i ukazać pozytywy nieszczęśnika z parapetu. „Fragment dramatyczny II”, dzięki tekstowi i dzięki znakomitej grze duetu aktorskiego, bardzo dobrze poprowadzonego przez reżysera, to naprawdę kawał znakomitego teatru. A zakończenie, jak to u Becketta, stwarza widzowi możliwość wielorakiej interpretacji.

„Ostatnia taśma”. Antoni Libera wie o niej wszystko, a nawet jeszcze więcej. Znany jest z tego i szczyci się tym, że w pracy z tekstami Becketta zachowuje ortodoksyjną zgodność z didaskaliami, wskazówkami i przekazami ustnymi autora, którego znał osobiście i z którym przyjaźnił się. A więc Krapp Seweryna jest chyba najbliższy celowi jaki stawia sobie Libera reżyserując kolejne „Ostatnie taśmy”. Ten Krapp jest całkowicie inny niż jego poprzednicy ze Studio i Powszechnego. Nie mam na myśli scenografii, kostiumu i charakteryzacji, bo te są prawie identyczne. Różnią się minimalnie. Myślę o charakterze, osobowości, „wnętrzu” bohatera.

Zapasiewicz siedział, słuchał, nagrywał, jadł banany, odkorkowywał butelki, patrzył przed siebie.

Łomnicki nie dożył 69. urodzin. W chwili premiery „Ostatniej taśmy” miał ich 56! Według didaskaliów Krapp jest starym, samotnym i schorowanym dziwakiem. Ba! Jego samoocena jest bezlitosna. Siebie z przeszłości nazywa „żałosnym kretynem”, którego obecnie w ogóle nie rozumie. I takim żałosnym starcem BYŁ na scenie Łomnicki. Zarówno, gdy nie mówił, tylko odsłuchiwał taśmy i wydawał różne odgłosy, jak i w trakcie monologu.

Seweryn, podobnie jak Zapasiewicz, w wieku siedemdziesięciu lat GRA 69-letniego „starego człowieka”. Gra znakomicie, chociaż jak na żałosnego, schorowanego starca, który przegrał swoje życie i zmarnował co najmniej jedno kobiece, dosyć szparko drepce do wytęsknionej butelki i objada się z apetytem porcją bananów.

Najważniejszą myśl i przesłanie „Ostatniej taśmy” Seweryn przekazuje bardzo wyraźnie. Człowiek, żeby nie wiem ile lat żył, fizycznie cały czas jest w swoim ciele (które też się zmienia), ale duchowo i umysłowo na każdym etapie jest kimś innym. Nawet, gdy w danym momencie jest w stu procentach przekonany, że to co robi jest odzwierciedleniem jego samego, to np. po trzech dekadach, z takim samym przekonaniem może powiedzieć: zupełnie „nie rozumiem tego żałosnego kretyna, którego trzydzieści lat temu uważałem za siebie".

Jak już wspomniałem, „KRAPP i dwie inne jednoaktówki” kończą się króciutkim „Impromptu Ohio". Raz jeszcze podkreślę, że jest to znakomity pomysł Antoniego Libery, który łącząc trzy utwory powstałe na przestrzeni ponad dwóch dekad, stworzył logiczną, zamkniętą całość. A że wybrał do tego wspaniałych wykonawców, każdy kto pójdzie na ten spektakl nie będzie uważał wieczoru za zmarnowany.

Źródło:

Materiał nadesłany