Szanowny Panie Redaktorze! TAK się jakoś złożyło, że bardzo długo nie mogłam wybrać się na "Oskarżonych" . Bo to i czasu mało i trudno nawet do kasy się docisnąć takiemu szaremu człowiekowi jak ja. Spektakl ma powodzenie Panie Redaktorze, a jakże. Jeśli Pan nie wierzy to bardzo proszę się przekonać. Mili ludzie zuprosili jednak do teatru. Poszłam. Najpierw w ciemności było słychać jakieś tupanie (jedna pani, która zna autorów wytłumaczyła mi, że to ma być tupot nóg oskarżonych) a potem pojawili się sami oskarżeni wcieleni w postacie Janowskiej i Siemiona. Słuchałam uważnie i początkowo myślałam, że śnię. To przecież bohaterowie moich reportaży przemawiali teraz ze sceny wprawiając mnie w mieszane uczucia. Słyszałam własne reportaże, w streszczeniu oczywiście i przystosowane do potrzeb sceny, ale zawsze przecież moje własne. Nawet niektóre zwroty, które autorzy uznali za udane (jakże mi miło, naprawdę)
Tytuł oryginalny
Oj, psują się obyczaje Panie Redaktorze, psują...
Źródło:
Materiał nadesłany
Prawo i Życie nr 25