11.04.2005 Wersja do druku

Odys u kresu samotnej podróży

Jego odejście to wyrwa taka sama, jak te, które w naszej kulturze uczyniły śmierć Tadeusza Kantora, Jerzego Grotowskiego czy Konrada Swinarskiego - pisze o zmarłym w sobotę Jerzym Grzegorzewskim Iza Natasza Czapska.

Odszedł Jerzy Grzegorzewski [na zdjęciu]. Ten, który polski teatr widział ogromnym. Jeden z ostatnich, którzy takim go widzieli i takim czynili. Narodowa scena straciła jeden ze swych najpotężniejszych filarów. Wraz ze śmiercią Jerzego Grzegorzewskiego ubywa jej rozmachu, urody, powagi. Powagi w myśleniu o sztuce, o polskiej literaturze i Polakach. Odszedł wizjoner, który nie cackał się z widzem i jego wątłą wyobraźnią. Nie łasił się i nie troszczył o to, czy nadąża za nim. Proponował i umożliwiał swoimi spektaklami intelektualną przygodę, misternie zbudowaną szaradę do rozwiązania, zmysłową uciechę. Z maską samotności Ci, którzy przyjmowali to wyzwanie, będą mu długo pamiętać takie spektakle, jak "Parawany", "Powolne ciemnienie malowideł", "Tak zwana ludzkość w obłędzie", zrealizowane w teatrze Studio, "Ślub" we wrocławskim Teatrze Polskim czy "Noc listopadowa", trzecia wersja "Wesela", "Sen nocy letniej" i "Morze i zwierciad

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Odys u kresu samotnej podróży

Źródło:

Materiał nadesłany

Życie Warszawy nr 83

Autor:

Iza Natasza Czapska

Data:

11.04.2005

Wątki tematyczne