- Krzysztof Warlikowski. Uprawia grę wyobraźni na wysokim piętrze abstrakcji, jego uwagi są bardzo delikatne, ale nigdy nie czuję się na scenie skazana na samą siebie - mówi EWA DAŁKOWSKA, aktorka Teatru Powszechnego w Warszawie.
Z Ewą Dałkowską rozmawia Jacek Cieślak. Rz: Zagrała pani w spektaklu telewizyjnym "Psie głowy", wyreżyserowanym przez Jerzego Zalewskiego, z którym współpracowała pani po raz pierwszy na planie "Czarnych słońc". Łatwo dała się pani namówić na udział w tamtym apokaliptycznym filmie z muzyką Kultu? Ewa Dałkowska: W Teatrze Powszechnym, przy portierni, zaczaił się na mnie zaniedbany blondyn w rozchełstanym płaszczu. Wyglądał na kogoś, do kogo nie można mieć cienia zaufania. Ale rozmowa była lepsza, niż mogłaby być przez telefon. Zaprzyjaźniliśmy się, choć Jurek jest trudny. To człowiek, który idzie własną drogą. Bardzo konsekwentny. A jak było z Kultem? - Zespół nie zdawał sobie sprawy, że z wykonawczynią tytułowej piosenki, czyli ze mną, trzeba ustalić tonację. Rzecz odbyła się za moimi plecami. Realizator nagrania mówił, że nie wszyscy muzycy znali nuty, ale z Kazikiem Staszewskim nie było takiego problemu. Spotkal