16.03.1992 Wersja do druku

Obłapka po polsku

Inne nagrody posiadły swoją ars amandi albo kamasutrę, my mamy polską obłapkę, którą Michalina Wisłocka pró­bowała uszlachetnić, nadając jej miano sztuki kochania. Mistrzem dramatu piętrzącego konflikty wokół obłapki właśnie, był Aleksander Fredro. Na scenie fasada białego, pol­skiego dworku z gankiem i skromną kolumnadą. Przed do­mem siedzą Huzary w myśliws­kich, współczesnych strojach, rodem jakby z amerykańskiego de­mobilu. Za chwilę nadjadą Da­my. Ich kostiumy to z kolei pod­sumowanie mody znanej z tele­wizyjnych seriali: od "Powrotu do Edenu" poczynając, na "Dynastii" kończąc. Zosia - Fredrowski podlotek - w swojej sukience i wysokich szpileczkach w każ­dej chwili mogłaby zatańczyć rock and rolla. Służące: Józia, Zuzia i Fruzia, to wyzywające kurewki. Oto dzisiejsze Damy i dzi­siejsze Huzary. I wszystko się zgadza. Tekst, który napisał Fredro jest jakby ich własnym tekstem. Co więcej, na ogół udaje się nie przekro­czy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Obłapka po polsku

Źródło:

Materiał nadesłany

Obserwator nr 14

Autor:

Piotr Gruszczyński

Data:

16.03.1992

Realizacje repertuarowe