Logo
Recenzje

O lekkości na setkę, czyli „Majka z Kajtkiem jadą trajtkiem” na urodziny Gdyni

12.03.2026, 09:54 Wersja do druku

„Majka z Kajtkiem jadą trajtkiem” Emila Płoszajskiego w reż. Agnieszki Płoszajskiej w Gdyńskim Centrum Kultury. Pisze Katarzyna Wysocka w „Gazecie Świętojańskiej”.

fot. Dawid Linkowski/mat. GCK

Agnieszka i Emil Płoszajscy to duet w Trójmieście rozpoznawalny dzięki muzycznym i barwnym spektaklom dedykowanym dzieciom i młodzieży traktowanych każdorazowo jako uważnych oraz dociekliwych odbiorców. Miniatura, Muzyczny i przede wszystkim Konsulat Kultury to obecnie miejsca, w których można zobaczyć muzyczne inscenizacje Płoszajskich w Trójmieście. Z okazji 100-lecia Gdyni przygotowali bardzo energetyczną propozycję okraszoną nie tylko dobrą muzyką, ale odsłaniającą pewną koncepcję Gdyni jako miasta magicznego.

Spektakle sygnowane marką Płoszajskich nie są specjalnie skomplikowane ani nazbyt rozbudowane, bo efekt dla widza skrojony jest najczęściej na miarę bombonierki. Lekko, smacznie, elegancko. Tak było również w spektaklu zamówionym specjalnie na wyjątkowy jubileusz miasta, w którym urodziła się reżyserka. Tekst napisał mąż Warszawiak, co być może spowodowało, że Gdynia pokazała się nieco z innej strony. Były oczywiście „banały”, że miasto jest cudowne i każdy marzy o tym, aby je odwiedzić, pójść nad morze itd. Był marynarz z gdyńskiej Baltony z pachnącymi pomarańczami (ech, pamiętne czasy), kobieta ze sznurkiem papieru toaletowego i siatką w oczka, Kaszuba mówiący po kaszubsku czy inż. Tadeusz Wenda. Emil Płoszajski zaproponował wędrówkę w kapsule czasu, w której bazą staje się mit o magii miejsca. Zmieściły się w niej prapoczątki, przełom wieków, budowa portu, wojenna pożoga, schyłkowe czasy komunizmu i współczesność. Obeszło się bez hagiografii, monotonii, dydaktyzmu czy nadmiernego patosu. Energia młodości i witalność dominowały. A wszystkich połączyło bezdomne Światełko, które w poszukiwaniu swojego miejsca, odnalazło coś cenniejszego.

Czy te wybory „motywów i czasów” były zaskakujące dla Gdynianina? Mogły być. Dlaczego miasto zostało pokazane akurat „we fleszu” z lat 1900, 1922, 1939, 1983? Dlaczego akurat trajtek jako główny element scenograficzny, wiążący akcję i z wyraźną konkluzją, że nigdy się nie spóźnia? I skąd to Światełko? Żadne rybki, mewy czy leżaki plażowe – tylko legenda o oksywskiej latarni morskiej, najmniejszej na świecie (10 m wysokości), która została zniszczona na początku II wojny światowej, z której to właśnie pochodzi figlarne Światełko. No, ale to wszystko się obroniło – poprzez lekkość formuły i wyraźny ukłon w stronę w stronę młodego widza, a także dowcip i urokliwe mruganie okiem. To oczywiście spektakl familijny, po obejrzeniu którego rodzice czy dziadkowie mogą snuć już własne opowieści rodzinne i miejskie.

Spektakl otrzymał przyjemną muzyczną oprawę, za którą stoi wszechstronny kompozytor Ignacy Wiśniewski. Zaproponował piosenki w różnych rytmach i gatunkach, co bardzo ubogaciło przekaz. Gregor Gonsior odpowiedzialny za scenografię i kostiumy ostatecznie przekonał mnie do pomysłu wielkogabarytowego trajtka, w którym slow motion wyglądało wyjątkowo atrakcyjnie. „Pyszny” był też kostium nurkującej w głębinach portu Kingi Olszańskiej, co przy okazji uzmysłowiło widzom, w jak ciężkich warunkach musieli pracować pierwsi podwodni budowniczowie gdyńskiego portu. Pięcioosobowy zespół aktorski zaprezentował jakościowe podejście sceniczne – szczególną energią ruchową i swobodą wokalną wyróżniała się Angèle Villanueva Jara jako Światełko, energetycznie zagrała Aleksandra Rowicka jako Majka, Mateusz Tarkowski Kajtek okazał się gdyńskim gentlemenem, a Filip Bieliński z dynamizmem wszedł w kilka postaci. Bardzo dobrze wypadły zbiorówki wokalne i choreograficzne (udane dzieło Michała Cyrana).

„Majka z Kajtkiem jadą trajtkiem” to wyjątkowo udany prezent dla Gdyni z okazji urodzin. Mimo małych rozmiarów, także czasowych (tylko 50 min.) spektakl spełnił swoją rolę – barwnego, dedykowanego i ładnie zapakowanego upominku dla miłośników tego miasta i nie tylko dla nich. Koncert Sylwestrowy Teatru Muzycznego w części dedykowanej Gdyni okazał się zbyt „skomplikowanym” w odbiorze eksperymentem, a Teatr Miejski w Gdyni w spektaklu „Gdynia. Fordewind” miasto potraktował z nonszalancją i dystansem, bez smaku, zniechęcając widza do radości uczestniczenia w czymś wyjątkowym dla tego miejsca na mapie Polski.

Gdynianie wiedzą: „100-letnia Gdynia dopiero zaczyna, do odwiedzin zachęca, dopiero się rozkręca!”.

Tytuł oryginalny

O lekkości na setkę, czyli „Majka z Kajtkiem jadą trajtkiem” na urodziny Gdyni

Źródło:

Gazeta Świętojańska online
Link do źródła

Autor:

Katarzyna Wysocka

Data publikacji oryginału:

11.03.2026

Sprawdź także