- Wyprzedziła swoją epokę sposobem grania. Uparła się, że będzie grała Szekspira. I grała nie tylko dla elit, ale i dla dla kowbojów czy Indian. Kupiła wagon i jeździła z tym Szekspirem po całych Stanach. Dzięki temu zarobiła ponad półtora miliona dolarów - o Helenie Modrzejewskiej opowiadały przed premierą "Madame" EWA LACHNIT i BEATA MALCZEWSKA.
Joanna Weryńska: Postanowiły Panie wspólnie stworzyć sceniczny portret Heleny Modrzejewskiej, pomnikowej postaci polskiej sceny teatralnej. Jak do tego doszło? E.L. Któregoś dnia przyszła do mnie Beata Malczewska i zaproponowała, żebym napisała sztukę o Helenie Modrzejewskiej. Odniosłam się do tego sceptycznie. Jednak lektura licznych tekstów, zwłaszcza korespondencji Modrzejewskiej, sprawiła, że zafascynowałam się tą kobietą. Można powiedzieć, że Modrzejewską poznałam dzięki Malczewskiej. B.M. Co nie znaczy, że była ona moim aktorskim autorytetem. Przeciwnie. Nie interesowało mnie, "że wielką aktorką była", do momentu gdy półtora roku temu w Starym Teatrze poproszono mnie o zrobienie krótkiego programu o niej na podstawie jej listów. Otworzyły mi one oczy na wiele spraw. Wszystko, co wiemy o Modrzejewskiej, pochodzi z jej pamiętników. Tyle że sama je przed śmiercią ocenzurowała. Nie ma w nich też nic o 28 latach, które spędziła pra