EN
24.10.2022, 11:55 Wersja do druku

Nieubłagany wir nałogu

„Rehab. Wszystkie bitwy Amy Winehouse” w reż. Karoliny Kirsz w Teatrze Żydowskim w Warszawie. Pisze Marzena Kuraś w portalu Teatrologia.info.

fot. Maurycy Stankiewicz

Problemy z narkotykami i alkoholem gwiazd estrady i filmu nie są właściwie czymś zadziwiający i niespotykanym. Nadwrażliwi i niepotrafiący się odnaleźć w realnej rzeczywistości artyści, choćby w postaci „poètes maudits ” („poeci przeklęci”), znani już byli w połowie XIX wieku. W XX i XXI zmieniły się jedynie substancje psychoaktywne i sposoby ich stosowania, mające koić „ból istnienia”. O tym, do czego prowadzi ich nadużywanie, opowiada spektakl Karoliny Kirsz przygotowany z aktorkami Teatru Żydowskiego.

Jest to historia Amy Winehouse, wybitnej brytyjskiej wokalistki i kompozytorki żydowskiego pochodzenia. Poznajemy losy rodziny artystki i nie tyle drogę jej kariery, co upadku. Scenariusz napisany przez reżyserkę przywołuje na scenie matkę Amy – Janis, ojca – Mitcha, który był też jej managerem, babcię – Cynthię czy męża – Blake’a Fieldera-Civila. Postacie te kreowane są przez pięć znakomicie grających aktorek, z których każda wciela się w te osoby, ale przede wszystkim są one różnymi obliczami Amy. Tak więc matkę, ojca, babcię czy Blake’a widzimy poprzez Amy, która albo opowiada o nich, albo aktorki stają się na chwilę którąś z tych postaci. Zastosowany przez reżyserkę zabieg odtwarzania bohaterki przez pięć aktorek wyśmienicie pokazuje, w jednym miejscu i czasie, główną postać spektaklu w różnych, niekiedy odległych, momentach życia. Takie nieco psychodeliczne ujęcie trafnie koresponduje z psychiczną dystrofią i emocjonalnym rozchwianiem artystki, świetnie ogrywanym przez aktorki. Z kolei zarysowany wątek toksycznego uzależnienia od Blake’a i relacji córka-ojciec czy manager-wokalistka, mające obrazować patriarchalną opresję, nie wybrzmiewają w spektaklu zbyt wyraźnie.

Niepowtarzalny kontralt Winehouse o rozpiętości trzech oktaw, z charakterystycznym dla afroamerykańskich wokalistek soulowych, jest nie do podrobienia. Kreujące Amy – Monika Chrząstowska, Adrianna Dorociak, Małgorzata Majewska, Sylwia Najah, Ewa Tucholska – okazały się świetne wokalne i najpopularniejsze utwory brytyjskiej gwiazdy wykonały zachwycająco. Nie można tu nie wspomnieć o znakomitych aranżacjach i wykonywanej na żywo przez Jacka Mazurkiewicza muzyce, której elektroniczne brzmienie uzupełniane przez kontrabas tworzyło idealne stylistyczne tło spektaklu. Momentami, zwłaszcza gdy w Amy wcielała się, zewnętrznie nieco do niej podobna Sylwia Najah w peruce przypominającej fryzurę Amy typu beehive – „ul na głowie”, odnosiło się wrażenia, że na scenie pojawiała się sama Winehouse. Back to Black, Love Is a Losing Game, You Know I’m No Good czy tytułowy Rehab, które wokalistka sama pisała, to utwory opowiadające o wydarzeniach z jej życia, pełne prawdziwych emocji, otwartości i szczerości. Chrząstowska, Dorociak, Majewska, Najah, Tucholska potrafiły świetnie oddać na scenie ten klimat emocjonalnej prawdy.

Liryka wykonywanych utworów w zderzeniu z realiami życia popadającej w kolejne nałogi Amy Winehouse tworzą specyficzną aurę, z którą aktorki po mistrzowsku sobie radzą. Przez prawie dwie godziny tworzą na scenie postać uzależnioną od heroiny, kokainy, alkoholu, cierpiąca na depresje i zaburzenia odżywiania, samookaleczającą się i autodestrukcyjną. To niebywale trudne zadanie, z dużym oddaniem i pełną pozytywnych, prawdziwych emocji grą, wykonują z naddatkiem. Może dlatego, że spektakl dedykowany jest Ewie Greś, przedwcześnie zmarłej wskutek nieudanej walki z nałogiem aktorce Teatru Żydowskiego. Odeszła w wieku czterdziesty czterech lat w 2020 roku. W spektaklu wspominana jest jako cicha, spokojna, wrażliwa osoba. Amy Winehouse, która żyła zbyt szybko i zbyt intensywnie, zmarła w wieku zaledwie dwudziestu siedmiu lat ,co sprawiło, że wpisana została do tzw. „Klubu 27” obok innych artystów, którzy zakończyli swe życie w tym samym wieku, sami się do tego przyczyniając.

fot. Maurycy Stankiewicz

Scenografia Ewy Łanieckiej, prosta i minimalistyczna, idealnie wpisuje się w koncepcję całego przedstawienia, ukazującą dwie strefy życia Amy. Stanowi ją niewysoki, wielokształtny podest pomysłowo zaaranżowany w małej salce Sceny Kameralnej. Usytuowany na środku – po jego prawej i lewej stronie, a także po bokach siedzą widzowie – pomyślany został i jako estrada, na której występuje Winehouse, i jako jej dom, przestrzeń prywatna. Przedzielony trzema kolumnami, rozświetlającymi przestrzeń niczym rampę teatralną, ma on jednocześnie wymowę alegoryczną. Prywatna sfera życia artystki staje się niejako także wystawiona na publiczny ogląd ciekawskich i fanów gwiazdy. Kostiumy przypominają te, w których Amy lubiła chodzić i w których występowała, jak na przykład obcisłe sukieneczki, topy, krótkie spodenki, wysokie szpilki na grubych platformach, ostry makijaż i charakterystyczna fryzura. Uważna była za genialną wokalistkę i najgorzej ubraną kobietę.

Bezbłędnie opracowana choreografia Krystyny Lamy Szydłowskiej pozwalała aktorkom nie tylko sprawnie się przemieszczać i rozgrywać poszczególne sekwencje na bardzo ograniczonej przestrzeni, ale też uwidaczniała psychiczną dezintegrację scenicznej bohaterki. Swą kulminacje ma w ostatnim obrazie przedstawienia.

Spektakl kończy się śmiercią Amy – na scenie wszystkie aktorki przebrane w takie same kanarkowożółte kuse sukienki łączą się w kolistym uścisku, jednocząc się i stając wreszcie jakby jedną postacią.

Rehab. Wszystkie bitwy Amy Winehouse to ważny, choćby ze względu na coraz bardziej powszechny problem uzależnień, ale też trudny spektakl. Karolina Kirsz, ukazując los samounicestwiającej się wybitnej wokalistki, stara się dotrzeć do mechanizmów uzależnień. To, co stanowi największą wartość tej inscenizacji – poza dogłębnie przemyślną formą, świetnie współgrającą z treścią i wykonywanymi utworami – to podejście do tematu, bez wydawania ocen i sądów, pokazanie z bliska indywidualnej tragedii, z której właściwie nie ma już wyjścia. Całość, będąca obrazem udanej współpracy zespołowej, emanuje duchem ponowoczesności, gdzie nie ma pewnych, stałych wartości, a najważniejsza staje się empatia, bliskość, czułość czy estetyka. Reżyserce udało się utrzymać kameralny spektakl w stylistycznej spójności i wszystkie jego elementy – tekst, reżyseria, muzyka, scenografia, choreografia – współtworzą jednolitą estetyczną kompozycję.

Tytuł oryginalny

NIEUBŁAGANY WIR NAŁOGU

Źródło:

Teatrologia.info

Link do źródła

Autor:

Marzena Kuraś

Data publikacji oryginału:

20.10.2022