18.04.2017 Wersja do druku

Nieszczęście zrodzone z wolności

"Mewa" poruszyła wyobraźnię i zmusza do zastanowienia się nad własnym życiem, nad tym, czy wygląda ono tak jak ja chcę, czy tylko spełniam oczekiwania otoczenia i staję się marionetką w rękach losu - o "Mewie" Antoniego Czechowa w reż. Wojciecha Farugi w Teatrze Powszechnym w Warszawie pisze Katarzyna Bekielewska z Nowej Siły Krytycznej.

Siedząc w Teatrze Powszechnym na widowni Sceny Małej czuje się niezwykle intymny klimat, choć przestrzeń gry z dwóch stron otaczają rzędy krzeseł z wpatrzoną w aktorów publicznością. Światło padające na twarze artystów uwypukla skrywane emocje postaci. Nie widzimy już aktorów, przed nami są bohaterowie dramatu Antona Czechowa. Od razu przenosimy się w świat rosyjskiej prowincji końca XIX wieku, ale jednocześnie nie możemy oderwać się od otaczającej współczesności. Nie pozwala na to kamera i dwa ekrany zawieszone pod sufitem. Dzięki nim i z pomocą Konstantego Trieplewa (Grzegorz Artman) jeszcze lepiej zobaczymy bohaterów "Mewy", wnikniemy w ich psychikę, a może nawet duszę. Spektakl Konstantego, który oglądamy na początku "Mewy", trwa bardzo krótko, nie tylko z powodu krytycznych uwag matki, Arkadiny, to punkt zapalny dla dalszego przebiegu inscenizacji Wojciech Farugi. Reżyser ciekawie skonstruował sylwetki bohaterów Czechowa. Nina (Julia Wy

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nieszczęście zrodzone z wolności

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Katarzyna Bekielewska

Data:

18.04.2017

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe