Złe przedstawienia są jak niestrawność. Męczą i nudzą. Zmęczona i wynudzona wyszłam w piątek z premierowego spektaklu "Mechanicznej pomarańczy" w siedzibie Teatru GuGalander w Katowicach. Nie tylko ja. Przedstawienie, które w zamierzeniach miało wstrząsać sumieniami, wzruszać i być może uczyć, okazało się średnio interesującą i mało przekonującą gawędą opowiedzianą przez kogoś, kto miał być kwintesencją zła i zwyrodnienia, a okazał się ledwie miejskim oprychem. Brak jakiejkolwiek dramaturgii spowodował, że tak ważna dla sztuki zmiana bohatera z kata w ofiarę, stała się prawie niezauważalna (może twórcy liczyli, że widzowie będą bazować na znajomości książki i filmu?). Przestrzeń spektaklu tworzy drewniany podest z metalową konstrukcją przypominającą klatkę. W środku - stół i fotel. W przestrzeni działa człowiek. Szkoda tylko, że niezależnie od niej. Zupełnie tak, jakby scenografia nie miała wi
Tytuł oryginalny
Niestrawna pomarańcza
Źródło:
Materiał nadesłany
Gazeta w Katowicach nr 41