Logo
18.02.1998 Wersja do druku

Niestrawna pomarańcza

Złe przedstawienia są jak nie­strawność. Męczą i nudzą. Zmęczona i wynudzona wyszłam w piątek z premierowego spektaklu "Mechanicznej pomarańczy" w sie­dzibie Teatru GuGalander w Katowi­cach. Nie tylko ja. Przedstawienie, które w zamierzeniach miało wstrząsać sumieniami, wzruszać i być może uczyć, okazało się średnio in­teresującą i mało przekonującą gawędą opowiedzianą przez kogoś, kto miał być kwintesencją zła i zwyrodnienia, a oka­zał się ledwie miejskim oprychem. Brak jakiejkolwiek dramaturgii spowodował, że tak ważna dla sztuki zmiana bohatera z kata w ofiarę, stała się prawie niezau­ważalna (może twórcy liczyli, że widzo­wie będą bazować na znajomości książ­ki i filmu?). Przestrzeń spektaklu tworzy drewnia­ny podest z metalową konstrukcją przy­pominającą klatkę. W środku - stół i fo­tel. W przestrzeni działa człowiek. Szkoda tylko, że niezależnie od niej. Zupełnie tak, jakby scenografia nie mia­ła wi

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Niestrawna pomarańcza

Źródło:

Materiał nadesłany

Gazeta w Katowicach nr 41

Autor:

Dorota Mrówka

Data:

18.02.1998

Realizacje repertuarowe