Logo
Recenzje

Niepozorny Edek, czyli lęki inteligentów

5.01.2026, 12:10 Wersja do druku

Tango Sławomira Mrożka w reż. Jarosława Tumidajskiego w Teatrze im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Pisze Joanna Warońska-Gęsiarz w miesięczniku Śląsk.

fot. Piotr Dłubak/ mat. teatru

Prapremiera „GW”  Tanga Sławomira Mrożka miała miejsce 5 czerwca 1965 roku w Teatrze Polskim w Bydgoszczy (reżyseria Teresa Żukowska, scenografia Ewa Nahlik). Prawdziwym wydarzeniem stał się jednak spektakl zaprezentowany miesiąc później, 7 lipca 1965 roku w Teatrze Współczesnym w Warszawie (reżyseria Erwin Axer, scenografia Ewa Starowieyska). W ciągu kilku następnych lat dramat znalazł się w repertuarze bardzo wielu polskich teatrów i stał się komentarzem do współczesności, także politycznej i społecznej.

Częstochowscy widzowie poznali sztukę 18 marca 1967 roku; spektakl reżyserował Edmund Pietryk. Po sześćdziesięciu latach po utwór Mrożka sięgnął Jarosław Tumidajski, współpracujący przez wiele lat z Teatrem Współczesnym w Warszawie oraz z Teatrem Wybrzeże w Gdańsku. Najpierw pojawił się plakat Tomasza Sętowskiego, eksponujący teatralność sytuacji, zarówno strojami postaci, jak i konstrukcją przestrzeni. Rozgrywka dwóch ekscentrycznych szachistów w pomieszczeniu pełnym kulturowych cytatów na tle pionowego paska błękitu staje się wielopiętrową metaforą, tekstem, który wciąga jak królicza nora. Różnorakie gry ożywiają świat pełen przedmiotów i figurek; nawet posadzka przypomina ogromną szachownicę. Kim są postacie? Co jest stawką w rozgrywce? Komu powinien kibicować odbiorca? Na okładce programu projekt Sętowskiego został jeszcze odbity w symetrii poziomej, a jego fragmenty powiększono, co komplikuje i tak zawiłe relacje między światem przedstawionym a odbiorcą. Gdzie jestem? Jaką zajmuję perspektywę? Czy w tym natłoku coś nie umyka mojej uwadze?

Taką samą posadzkę zobaczymy na środku sceny (scenografia - Katarzyna Kornelia Kowalczyk). Tu także toczy się przecież wielopoziomowa gra: między pokoleniami, między reprezentantami odmiennych postaw, bo światopogląd to chyba jednak nieodpowiednie słowo, między Mrozkiem a jego realizatorami, między Tangiem i tym, co wydarza się sześćdziesiąt lat później. Przerwa dzieli spektakl na dwie części, różniące się stylem (farsowa - dramatyczna) oraz doborem elementów kształtujących świat przedstawiony.

W pierwszej części przestrzeń jest zagracona, choć obecność większości przedmiotów została wtórnie sfunkcjonalizowana. Babcia za karę wchodzi na katafalk, Eugeniuszowi zakłada się na głowę starą klatkę dla ptaków. Przedmioty, wyzwolone ze swojej naturalnej funkcji, pozwalają tworzyć nowe, czasami nieco zwariowane połączenia i wynikające stąd zachowania, ale wprowadzają także w oswojoną przestrzeń jakąś tajemniczość oraz niepokój. Postacie zdają się np. zapominać, gdzie prowadzą poszczególne drzwi, zapisane różnymi hasłami i oznaczone wieloma emblematami (dla widzów o sokolim wzroku lub uważnie oglądających zdjęcia ze spektaklu). W części drugiej przestrzeń została oczyszczona i zmodernizowana, stała się niemal ascetyczna, ale i mniej przyjazna, także za sprawą doboru świateł (występujących na scenie również w postaci neonów). Ostatecznie stanie się miejscem śmierci, a następnie zbrodni.

W przedstawieniu słyszymy nieco skrócony tekst Mrożka, który nie tylko wciąż śmieszy, ale chwilami zaskakuje aktualnością. Ponieważ dramat jest dość dobrze znany, więc przesunięcia są tym bardziej znaczące; np. finałowe tango La Cumparsita usłyszymy na początku, z kolei w finale zabrzmi Takie tango Taco Hemingwaya z albumu Jarmark (2020). W latach 60. XX wieku La Cumparsita była niezwykle rozpoznawalna, także za sprawą ówczesnych filmów, ale co ciekawe, tango to miało powstać jako wariacja zasłyszanego marsza. W ten sposób taneczną opowieść o trudach miłości nadbudowano na melodii wyznaczającej zrytmizowany ruch grupy ludzi. Ostatecznie w dramacie zastępuje ideę, która miała poruszyć rodzinę Artura.

Na uwagę zasługują przede wszystkim kobiety reprezentujące trzy pokolenia, dla których czas jest tak łaskawy, że czasami trudno rozstrzygnąć, kto jest kim (przynajmniej w części pierwszej). Zwraca uwagę niemal młodzieńcza babcia. Mrożek nie określił wprawdzie jej wieku; napisał: „stara, ale czerstwa i ruchliwa". Tymczasem Eugenia w wykonaniu Małgorzaty Marciniak wygląda świetnie, doskonale się porusza i zachowuje się jak nastolatka. Ma różowe włosy, błyskotki na twarzy i ogromny luz. Mamy wrażenie, że Babcia osiągnęła stan, gdy niczego już nie musi, a wszystko może; znajduje się poza nakazami i zakazami społecznymi. Jeśli będzie trzeba, to zasłoni się, z ogromnym wdziękiem, swoim wiekiem. Nie dostrzegłam, by cierpiała na „starcze zapaści" To postać skłaniająca także do refleksji nad skuteczną w ostatnich latach walką z upływającym czasem.

Równie trudno się zgodzić, że Eleonora Agaty Ochoty-Hutyry jest „w apogeum wieku średniego". Na pewno została potraktowana znacznie łagodniej niż w tekście. Nie nosi pajacyków, ale całkiem modny komplet w panterkę. W pierwszej części jest niezwykle uwodzicielska i kobieca, w drugiej - jakby gaśnie. Ale to chyba wpływ otoczenia i sytuacji rodzinnej - przygotowuje się do roli teściowej. Staje się „godna". Z kolei Ala (Kamila Bartkowiak, gościnnie) jest uosobieniem współczesnej młodości. Wyzywająca, a jednocześnie nieco zagubiona i bardzo wrażliwa.

Bohaterowie męscy zdają się wierniej realizować zamysł autora, nawet jeśli noszą nieco inne stroje. Myślę tu zarówno o Eugeniuszu w wykonaniu Michała Kuli, jak i Stomilu Adama Hutyry. Z kolei Artur (Mariusz Urbaniec) zdaje się realizować nurt obserwowanej współcześnie radykalizacji poglądów młodych. I jest wreszcie Edek (Waldemar Cudzik), postać nieco przezroczysta aż do finału; usłużna, bardziej melancholijna i nieszczęśliwa niż agresywna. W didaskaliach nie znajdziemy wielu uwag na temat tej postaci. Wiemy, że ma „grube uda", więc wnioskujemy, że to silny i dobrze zbudowany mężczyzna. Częstochowski Edek niepokoi swoją przeciętnością ubrany w dres i czarne klapki do białych skarpetek. Jako widzowie jesteśmy przekonani, że gdyby tylko Stomil chciał, to finał wyglądałby zupełnie inaczej. Gdyby chciał... Przejęcie władzy przez Edka nie jest skutkiem jego siły, ale raczej przypadku, umiejętności wykorzystania nadarzającej się okazji, a przede wszystkim słabości i braku chęci działania pozostałych. Znamy przecież takie sytuacje; wiemy, że można kogoś zniszczyć, nawet nie używając rąk. Wystarczą palce sprawnie przesuwające się po klawiaturze. Na tle finałowego utworu Edek pojawia się jak bokser przed walką, w wadze średniej, a może półciężkiej. Teraz zacznie się prawdziwa rozgrywka Edka ze współczesnością. Po wyjściu z teatru nie wystarczy więc trzymać kciuków za powodzenie... 

Tytuł oryginalny

Niepozorny Edek, czyli lęki inteligentów

Źródło:

Śląsk 2026/1

Autor:

Joanna Warońska-Gęsiarz

Data publikacji oryginału:

05.01.2026

Sprawdź także