15.07.2019 Wersja do druku

"Niektórzy myślą, że artysta uliczny to frajer. Pajac, któremu nie udało się w życiu i skończył na ulicy"

W tym zawodzie jest jak w korpo czy każdej innej pracy, tłumaczy uliczny artysta. Sam nie spodziewał się, że z grania na chodniku utrzyma się i zarobi więcej niż jako nauczyciel - pisze Dorota Salus w weekend.gazeta.pl.

- Z czego innego śmieją się w Bangkoku, Abu Dhabi czy Radomiu. W Polsce słabo odbierane są żarty o pieniądzach - oznajmia Pan Ząbek (41 lat), iluzjonista i showman z Wrocławia, który właśnie poprosił eleganckiego mężczyznę z widowni o 100-złotowy banknot. Zmieszany młodzian wyjął pieniądz, a ten po chwili na oczach wszystkich zniknął z dłoni magika. Zaciekawiona publiczność wyczekuje puenty: czy galant zobaczy jeszcze swój banknot? - Mój pokaz odbył się dzięki panu. Spójrzcie państwo - nasz sponsor i bohater - Ząbek kieruje uwagę na eleganta, ale pieniędzy nie oddaje. Dopiero potem nieoczekiwanie wyjmuje je z puszki po napoju trzymanej przez dziecko w pierwszym rzędzie i wręcza właścicielowi. Na końcu występu mężczyzna "sponsor" z ostentacją wrzuca odzyskaną stówkę do kapelusza artysty. - To było do przewidzenia. Stał z atrakcyjną kobietą, pewnie zaraz szli na randkę i chciał jej zaimponować. Dlatego o pieniądze poprosiłem wła

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał nadesłany

weekend.gazeta.pl

Autor:

Dorota Salus*

Data:

15.07.2019

Tematy w toku