Moja przyjaźń z Barbarą Wachowicz to coś bardzo osobistego. Sięga jeszcze czasów Jej asystentury u Ireny Dziedzic w Tele-Echu oraz sympatyzowania z pewnym przystojnym, ale zarozumiałym młodzieńcem, późniejszym wziętym warszawskim architektem, z czego na szczęście nic nie wyszło - pisze Sławomir Pietras w Angorze.
Być przyjacielem Barbary - to coś fascynującego. Być jej mężem - to niezwykłe wyzwanie, któremu tak wspaniale sprostał tylko nieżyjący już Ziuk Napiórkowski. Scenograf, dusza towarzystwa, przykład partnera życiowego dopełniającego unikalną indywidualność Małżonki, bez rezygnacji z własnej osobowości, ambicji i dokonań. Moje związki z Barbarą scementowały "Wigilie polskie". Był to autorski spektakl w klimacie bożonarodzeniowej gawędy, wywołujący dzieje Wielkich Polaków szczególnie jej bliskich. Tak więc ze sceny opowiadała o Adamie Mickiewiczu (w tej roli świetny Adam Marjański) i jego bracie Franciszku (Aleksander Machalica), Juliuszu Słowackim (pięknie grał go Andrzej Matul) i Fryderyku Chopinie (Rafał Olbrychski). Opowieściom tym, barwnym, wzruszającym i dowcipnym, towarzyszył pod choinką chór z kolędami, orkiestra z baletem w tańcach narodowych oraz sceny aktorskie śpiewane i odgrywane przez operowych solistów. Zaczęliśmy jeszc