08.06.2021, 09:09 Wersja do druku

Niebinarny świat europejskiego miasteczka

"Rewizor" Mikołaja Gogola w  reż. Justyny Łagowskiej w  Teatrze im. Fredry w Gnieźnie. Pisze Wojciech Giczkowski na blogu Teatralna Warszawa.

fot. Dawid Stube / mat. teatru

Na własne oczy mogłem się przekonać, jak bardzo zmienił się teatr. W 1975 roku obejrzałem w Teatrze Ziemi Pomorskiej w Grudziądzu premierę „Rewizora” Mikołaja Gogola w reżyserii Ewy Kołogórskiej. Było to bardzo interesujące przedstawienie, w którym zobaczyliśmy, że od momentu napisania „Rewizora” świat się nie zmienił. Potwierdziło się bowiem, jak ciągle ważne były dla ludzi w małym, prowincjonalnym miasteczku pionowe i poziome relacje, uzależnione od tego, kto rządzi.

Po 50 latach, po premierze ,,Rewizora” w Teatrze im. Aleksandra Fredry w Gnieźnie, mogę powiedzieć, że reżyserka Justyna Łagowska dokonała kompletnej reinterpretacji sztuki w odniesieniu do współczesności. Nagle okazało się, że żyjemy równocześnie i w starej , i w zupełnie nowej rzeczywistości, w której jakże często przywoływany jest cytat z twórczości Michała Sałtykowa-Szczedrina, innego dziewiętnastowiecznego rosyjskiego pisarza: „Kiedy zaczynają dużo mówić o patriotyzmie, Bogu, honorze i ojczyźnie, to na pewno znowu coś ukradli”. Więc co się zmienia?

Zmieniają się ludzie sztuki.

Justyna Łagowska poprosiła dramaturżkę Marię Spiss, aby przygotowała, na podstawie oryginalnego tekstu Juliana Tuwima, nowe podejście, współczesne zrozumienie tego, co napisał Gogol. Zastosowała pomysł, w którym główny bohater jest osobą niebinarną, i oto na scenie, w roli tytułowego Rewizora (obywatela Chlestakowa), wystąpiła Joanna Żurawska, znakomita aktorka teatru w Gnieźnie. Horodniczemu (granemu przez Wojciecha Siedleckiego) wystarczyła sekunda, żeby w pełni zaakceptować i uhonorować splendorami Rewizora- kobietę. To samo czynią pozostali miejscowi dysydenci.

Widzimy więc wielkomiejską obywatelkę Chlestakową z nienagannie odzianym służącym (granym przez Pawła Dobka), który w trakcie spektaklu jawi się nam jako sprawny sekretarz oszustki, o miękkim kobiecym sercu.

Duet umiejętnie rozpracowuje miasteczko do tego stopnia, że wszyscy wierzą kobiecie, która nawet nie podaje się za Rewizora, a tylko za taką się ją uważa. Joanna Żurawska to bardzo atrakcyjna kobieta, elegancko ubrana, więc wszyscy czują emanujący z niej czar wielkiego miasta. Może nawet nie tylko Petersburga, ale być może i Brukseli.

Wszyscy dają się zmanipulować tej jednej osobie w dwóch postaciach. Bo zgodnie z rosyjskim rozumowaniem „złodzieje i oszuści to przestępcy niższej kategorii” (Szczedrin), dlatego ich poziom intelektualny odbiega od przeciętnego.

Korupcja i nepotyzm funkcjonuje wszędzie i od lat. Władza degeneruje nie tylko na najwyższych szczeblach. Spiss i Łagowska pokazują komedię, więc bawią się konwencją, korzystając z tego, o czym na co dzień informują nas media.

W szpitalu nie leczą; króluje tu bałagan, bo placówką zarządza nieudacznik. Oświata jaka jest, każdy wie; na czym zarabia poczta - nie jest tajemnicą, a sądy w ogóle nie pracują. To wszystko nie jest pokazane w formie kabaretu, ale z Barejowskim dystansem do świata, który nas otacza. Oszustka Chlestakowa podsłuchuje w komputerze rozmowy miejscowych notabli. A rozmowy te jak żywo przypominają liczbą brzydkich wyrazów podsłuchane w naszej rzeczywistości dialogi słynnego, bogatego menedżera.

Tekst Tuwima pozostaje niezmieniony, więc zgodnie z treścią Chlestakowa oświadcza się córce Horodniczego (w tej roli znakomita Zuzanna Czerniejewska-Stube) i uzyskuje natychmiast zgodę mamusi, czyli Iwony Sapy i samego Horodniczego. W tej sytuacji jednopłciowe małżeństwo jest tylko kwestia czasu, bo w opinii miasteczka przez taki związek nastąpi pionowy awans rodziny.

Gnieźnieński „Rewizor” – to komedia o współczesnym, już europejskim miasteczku, w którym młodzi ludzie nieco sobie szydzą ze świata drobnomieszczan. Niejednoznacznie pokazane postaci Dobczyńskiego i Bobczyńskiego, z wielkim luzem i śmiesznie zagrane przez emanujących młodością: Michała Karczewskiego i Mateusza Osiadacza, to osoby, które wiedzą, że już utrwalonego mechanizmu władzy nie da się zmienić, ale można się nim pobawić albo go trochę popsuć. O dziwo do tej grupy ludzi realizatorki przedstawienia zaliczają także niebinarną Chlestakow i Osipa, którzy po wysłuchaniu skarg trzech kobiet decydują się na upublicznienie, w niezależnych mediach, sytuacji w skorumpowanym miasteczku. Rewelacyjna scena skargi, znakomicie zatańczona i zagrana przez Kamilę Banasiak, Martynę Rozwadowską i Katarzynę Kalinowską do porywającej muzyki Macieja Szymborskiego i zaskakującej choreografii Mileny Czarnik, to jeden z mocniejszych punktów tego spektaklu, a nie ma w nim słabych.

Znany wielki finał kradnie Horodniczemu prawdziwy rewizor, pojawiający się w ostatniej scenie przedstawienia, zagrany z werwą przez Macieja Hanczewskiego, który jak meteor pojawia się w ostatniej scenie przedstawienia, w emploi, którego miasteczko nie mogło sobie wyobrazić, a co dopiero zobaczyć. Wpędził wszystkich w osłupienie, z publicznością włącznie. To pewnie dla tej sceny będą do Teatru Fredry szły tłumy.

Zasługa to zespołu, który uwierzył w misję swojego Teatru i daje z siebie wszystko, co ma najlepszego. Aktorzy wiedzą, że to z „Rewizora” pochodzi jeden z najbardziej znanych cytatów: „Z czego się śmiejecie? Z samych siebie się śmiejecie!”.

Przyłączają się więc do wszystkich, którzy wiedzą, że świat wykreowany 200 lat temu przez Gogola jest wciąż aktualny.

Tytuł oryginalny

Niebinarny świat europejskiego miasteczka

Źródło:

www.teatralna-warszawa.blogspot.com
Link do źródła

Autor:

Wojciech Giczkowski

Data:

08.06.2021