- Ja jestem klasykiem. Kontynuuję drogę Henryka Ryla, dla którego lalka zawsze była najważniejsza, a Arlekin słynął z tego, że jego pracownie techniczne były tak świetne, iż ludzie z całej Polski przyjeżdżali podglądać, jak się mechanizuje lalki - mówi reżyser STANISŁAW OCHMAŃSKI przed premierą "Niebieskiego pieska" w łódzkim Teatrze Arlekin.
Anna Pawłowska: O czym opowiada sztuka? Stanisław Ochmański: "Niebieski piesek"jest o przyjaźni, miłości, tolerancji. Niebieskich psów nie ma, a w bajce jeden się taki zdarzył. Gospodarz nie chce go przyjąć, braciszkowie też nie bardzo. Dlatego poszedł sobie w świat, w którym trudno było mu się znaleźć. To smutna bajka... - Nie. Staram się ustawić "Niebieskiego pieska" na bardziej pogodny ton. Nie jeston łzawy, nie jest mazgajem, tylko idzie przez życie przebojowo, choć co kawałek rzucają mu kłody pod nogi. Jakoś sobie radzi. Smutno mu jest czasem. Jego mama mówi mu, że go kocha najbardziej. Ale gospodarz upiera się, że jeśli niebieski pies zostanie, to wyrzuci wszystkie inne psy. I niebieski piesek musi pójść w świat. To stara bajka, już ją Pan realizował, prawda? - Tak, realizowałem ją, nawet w tym teatrze, kilkanaście lat temu w innej scenografii, z inną muzyką. Waldemar Wolański, dyrektor Arlekina, zwrócił się do