To stwierdzenie pada kilkakrotnie ze strony kapelana, w spektaklu "Damy i huzary" Aleksandra Fredry. Mnie zaś nasuwało się nieuchronnie na usta, gdy oglądałam tę komedię prezentowaną w Teatrze Kameralnym. Nie uważam się za osobę o staroświeckich poglądach. Sądzę jednak, że każdy tekst dramatyczny wymaga stosownej dla niego oprawy scenicznej. W przypadku dramatów hrabiego Fredry jest to dla mnie scenografia tradycyjna, która pozwala odnaleźć i wywołać klimat polskiego, szlacheckiego dworku. Tę zaś prawdę zdają się poddawać co najmniej pod dyskusję realizatorzy wrocławskiego przedstawienia "Dam i huzarów". Scena w tym przedstawieniu jest właściwie zupełnie niezabudowana. Teren gry został zamarkowany jedynie przy pomocy czterech snopków rozmieszczonych na pochyło nadbudowanej powierzchni sceny. Wśród tych snopków z niemałym trudem (pokonywanie niby wzgórza) poruszają się poszczególne postaci. Skoro już o ruchu scenicz
Tytuł oryginalny
Nie uchodzi
Źródło:
Materiał nadesłany
Słowo Polskie nr 180