"Don Kichote" w reż. Bogdana Cioska w Teatrze Groteska w Krakowie. Pisze Paweł Głowacki w Dzienniku Polskim.
W powieści Cervantesa oszalały od czytania fikcji rycerskich Don Kichote pełne nadziei słowo "Olbrzym!" szepce, gdy widzi na horyzoncie wiatrak prawdziwy. Monstrualną lancę ustawia pod bojowym kątem, opuszcza przyłbicę, ledwo żywego Rosynanta dźga ostrogami, rusza. Marzenie rusza z kopyta twardego. W teatralnym "Don Kichocie" Bogdana Cioska, by móc szepnąć "Olbrzym" - Don Kichote musi pochylić się, kucnąć, wytężyć wzrok, bo u Cioska wiatrak jest ukrytą w książce wycinanką wielkości źdźbła trawy. A może to tylko słowo "wiatrak"? To, lub tamto - jaka różnica? W istocie żadna. W teatrze Groteska, na Scenie Pod Kopułą, wszystko jest, jak w baśni ma być. "Don Kichote" - baśń? Słowa do zabawy dla dzieci? Nie jedno z największych dzieł literackich wszystkich czasów? Nie mityczna powieść-matka, powieść nad powieściami, powieść wszystkich powieści? Nie rzecz o "naturze świata" oraz o "ciężkim losie człowieka na Ziemi" - jeno bajeczka