05.05.2018 Wersja do druku

Nie musiało do tego dojść

Farsowe zagrania sprawiają, że spektakl traci moc, sypie się dramaturgicznie. Zachwycają natomiast sceny z dobrze zbudowaną psychologią wewnętrzną postaci - o spektaklu "Gra w życie" Maxa Frischa w reż. Aleksandra Kaniewskiego w Teatrze Ateneum w Warszawie pisze Marta Żelazowska z Nowej Siły Krytycznej.

"Gdyby tak zacząć życie na nowo! Gdyby jedno życie można było przeżyć na brudno, a drugie na czysto! Gdybym mógł zacząć życie od początku, nigdy bym się nie ożenił, nigdy. Nigdy." Słowa Wierszynina z "Trzech sióstr", zapisane na bocznej ścianie scenografii "Gry w życie", przyciągają uwagę widzów ostatniej premiery Teatru Ateneum. Max Frisch uczynił z nich motto dramatu z 1967 roku, znanego także pod tytułem "Biografia". To opowieść o pięćdziesięcioletnim profesorze dostającym szansę podjęcia życia na nowo. W inscenizacji Aleksandra Kaniewskiego cytat z Antona Czechowa pełni rolę wstępu, zapowiedzi wydarzeń scenicznych. Warto wspomnieć, że sztuka wraca na deski stołecznego Ateneum po pięćdziesięciu latach, polska prapremiera w reżyserii Janusza Warmińskiego odbyła się 4 maja 1968 roku. Szwajcarski pisarz traktuje swojego bohatera ironicznie. Hannes Kürmann (Grzegorz Damięcki) zajmuje się psychologią behawioralną. Nauka ta zakł

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Źródło:

Materiał własny

Materiał własny

Autor:

Marta Żelazowska

Data:

05.05.2018

Tematy w toku

Realizacje repertuarowe