10.07.2012 Wersja do druku

Nie ma teatru bez projektora?

O wielowymiarowości festiwalu Malta mówi się zwykle, porównując potencjał spektakli teatralnych z koncertami. Po tegorocznej edycji ciśnie się na usta inne pytanie: czy idąc do teatru coraz częściej nie trafiamy do... kina? - zastanawia się Marcin Kostaszuk w Polsce Głosie Wielkopolskim.

Pojawienie się w ubiegłym roku w poznańskiej przestrzeni festiwalu Transatlantyk miało widać dużo większe znaczenie, niż ktokolwiek chciałby przyznać - także dla Malty. Jan A.P. Kaczmarek postanowił bowiem stworzyć festiwal nie tyle filmowy czy muzyczny, co "festiwal idei", wchodząc tym samym na poletko od 20 lat uprawiane przez Michała Merczyńskiego i jego zespół lokalnych i zagranicznych kuratorów. Za Maltą przemawia ugruntowana renoma i nieporównywanie większy budżet. Za Transatlantykiem medium - żaden spektakl teatralny nie ma dziś takiej siły masowego rażenia, jak film, jednocześnie wchodzący na ekrany kin całego świata. To filmy wywołują dziś do tablicy polityków i wzniecają spory o interpretacje wydarzeń i historii. To X Muza kreuje nowe wzorce postępowania, zasiewa ferment, uwypukla problemy społeczne. Nawet u nas, w kraju o kinematografii przeciętnej, kontekst do dyskusji o uzależnieniu od Internetu dała dopiero "Sala samobójców

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Malta 2012: Nie ma teatru bez projektora?

Źródło:

Materiał nadesłany

Polska Głos Wielkopolski online

Autor:

Marcin Kostaszuk

Data:

10.07.2012

Festiwale