22.12.2009 Wersja do druku

Nie ma Słowackiego

Kończy się jubileuszowy rok naszego Wieszcza. Dlaczego przy deklaracjach dobrej woli brano się do Jubilata jak pies do jeża i dlaczego tak strasznie mało z tego wynikło? Szukaliśmy poety w teatrze. Oto rezultat - pisze Jacek Sieradzki w Przekroju.

Pamiętacie Państwo ucznia Gałkiewicza? Tego z "Ferdydurke", który wysłuchawszy wykładu profesora Bladaczki o tym, za co kochamy Juliusza Słowackiego, "zakręcił się nerwowo i zajęczał: Ale kiedy ja się wcale nie zachwycam! Wcale się nie zachwycam! Nie zajmuje mnie! Nie mogę wyczytać więcej jak dwie strofy, a i to mnie nie zajmuje. Boże, ratuj, jak to mnie zachwyca, kiedy mnie nie zachwyca". Gałkiewicz nam wyrósł. Skończył studia, poszedł w inżyniery, mecenasy i doktory, czyli w cale to towarzystwo, które winno już się przepoczwarzać w wytęsknioną klasę średnią. Może zresztą został artystą, humanistą, uczonym? Tu i tu zdążył wszakże nauczyć się skrywania napadów szczerości - takich jak wtedy w klasie. Już wie, za co kochamy Juliusza Słowackiego. Za to, że wielkim poetą był! Nic go przecież nie kosztuje taka hipokryzja. Czymże innym niż inwazją załganego gałkiewiczostwa da się tłumaczyć rachityczny przebieg kończącego się w

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nie ma Słowackiego

Źródło:

Materiał nadesłany

Przekrój nr 51-52

Autor:

Jacek Sieradzki

Data:

22.12.2009

Wątki tematyczne