25.03.2011 Wersja do druku

Nie lubię bladych fasolek

- Łódź to też mój stan ducha. Jak widzę tych zmaltretowanych ludzi po denaturatach, o kulach, to mi jakoś pasuje do ogólnej koncepcji wszechświata. Taka bieda stawia na baczność - MARIUSZ GRZEGORZEK przed premierą "Słowa" Kaja Munk aw łódzkim Teatrze Jaracza.

Jak tworzył język swojego teatru? - Totalnie w nic nie wierzę, a jednocześnie głęboko w coś wierzę. Wszystkie te Jezusy ukrzyżowane, Maryje, Marciny Lutry, przykazania i w ogóle instytucja Kościoła wywołują we mnie awersję i miłość jednocześnie. Mam potrzebę nawiązania relacji i rozliczenia się wobec czegoś nade mną - mówi. Tych, którzy znają teatr Grzegorzka, to, że wybrał "Słowo", nie dziwi. - Poszukuję pewnego typu bohatera: samotnego, opuszczonego człowieka, który nagle zostaje uderzony jakimś uczuciem, w którym przez moment rodzi się gwiazda. Jako nastolatek regularnie oglądał horrory, zachwycał się Bergmanem. Ale wybrał historię sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim. - Kiedy przycisnął mnie koniec studiów, wróciła reżyseria, którą zawsze miałem z tyłu głowy. Na egzaminie strach zamieniłem w determinację - wspomina. Zaczynał m.in. znakomitą etiudą "Krakatau" o kobiecie, która po utracie nienarodzonego dziecka popada

Zaloguj się i czytaj dalej za darmo

Zalogowani użytkownicy mają nieograniczony dostęp do wszystkich artykułów na e-teatrze.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się.

Tytuł oryginalny

Nie lubię bladych fasolek

Źródło:

Materiał nadesłany

Dziennik Gazeta Prawna nr 59 - dodatek Kultura

Autor:

Agnieszka Michalak

Data:

25.03.2011

Realizacje repertuarowe