- Teraz Paderewski na świecie jest znany znacznie bardziej niż Moniuszko, a w Polsce i za granicą jego jedyna opera pojawia się na scenie sporadycznie. Poza tym dyrektorzy teatrów wolą na ogół sięgać po to, co znane, sprawdzone. I nie ryzykować. Bo tu się trzeba napracować - mówi LACO ADAMIK, reżyser "Manru", której premiera uświetni sobotnie obchody 50-lecia Opery Nova w Bydgoszczy.
Rozmowa z Laco Adamikiem [na zdjęciu], reżyserem jubileuszowej "Manru" w Operze Nova: Ostatni raz "Manru" został wystawiony 15 lat temu w warszawskim Teatrze Wielkim. Czemu tak rzadko gości na afiszu? - To rzeczywiście niezrozumiałe, gdyż to bogata w formie i treści opera. Kiedy powstała, grywana była nawet w Ameryce. Teraz Paderewski na świecie jest znany znacznie bardziej niż Moniuszko, a w Polsce i za granicą jego jedyna opera pojawia się na scenie sporadycznie. Poza tym dyrektorzy teatrów wolą na ogół sięgać po to, co znane, sprawdzone. I nie ryzykować. Bo tu się trzeba napracować. Na szczęście niektóre sztuki odchodzą na jakiś czas w zapomnienie, by wybuchnąć po jakimś czasie z podwójną siłą. Może doczekaliśmy czasów, kiedy to dzieło przemówi do publiczności. W przypadku "Manru" powtarzał się jednak scenariusz - krytycy zachwycali się, a publiczność szybko przestawała dopisywać. Winą za taką sytuację obarczano słabe ponoć